kwiecień

Józef – oblubieniec Maryi i opiekun Jezusa

Święty Józef, oblubieniec Najświętszej Maryi Panny i przybrany ojciec Jezusa, odegrał wyjątkową rolę w Bożym planie zbawienia. Tradycja podaje, że pochodził z królewskiego rodu Dawida, urodził się w Betlejem, a życie zakończył w Nazarecie. Jego misja polegała na przyjęciu Syna Bożego do swojej rodziny, co wypełniło mesjańskie zapowiedzi proroków i umiejscowiło Jezusa w genealogii Dawida. Choć Ewangelie nie przekazują żadnego jego słowa, całe jego życie przemawia postawą cichej, ofiarnej i pokornej służby. W obliczu próby, gdy dowiedział się o tajemnicy macierzyństwa Maryi, posłuszny Bożemu wezwaniu przyjął powierzoną mu misję – stał się opiekunem i stróżem Zbawiciela, dbając o Jego ziemskie bezpieczeństwo i wychowanie.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa kult św. Józefa nie był powszechny, gdyż Kościół, broniąc prawdy o dziewiczym poczęciu Chrystusa, akcentował Boskie pochodzenie Syna Bożego. Jednak z biegiem czasu coraz bardziej dostrzegano wielkość tego cichego Świętego. W średniowieczu zaczęto go czcić jako wzór ojcostwa, pokory i pełnego zawierzenia Bogu. Święty Józef, choć prosty cieśla, został wybrany na oblubieńca Maryi i opiekuna Jezusa. To Jemu Bóg powierzył najcenniejszy skarb – swego Syna i Jego przeczystą Matkę. Jego życie, choć ukryte w cieniu, było pełne blasku świętości, która objawiała się w codziennej miłości do Jezusa i Maryi, sumiennej pracy, pokorze i niezachwianym zaufaniu Bogu.

„Syn Wszechmogącego Boga przychodzi na świat, przyjmując stan wielkiej słabości. Staje się tym, który potrzebuje Józefa, by był broniony, chroniony, otoczony opieką, wychowywany. Bóg ufa temu człowiekowi, podobnie jak Maryja, która odnajduje w Józefie tego, który nie tylko chce ocalić Jej życie, ale który zawsze będzie się troszczył o Nią i o Dziecko. Zatem święty Józef nie może nie być Opiekunem Kościoła, ponieważ Kościół jest kontynuacją Ciała Chrystusa w dziejach, a jednocześnie w macierzyństwie Kościoła zacienione jest macierzyństwo Maryi. Józef, chroniąc Kościół, nieprzerwanie chroni Dziecię i Jego Matkę, a także my, kochając Kościół, wciąż kochamy Dziecię i Jego Matkę” (papież Franciszek).

Imię Józef pochodzi od hebrajskiego czasownika asaf, który oznacza „dodawać, pomnażać, przyłączać”. Znaczenie tego imienia jest wyjaśnione w Księdze Rodzaju, gdy Rachela rodzi Józefa i mówi: „Oby Pan dodał mi jeszcze innego syna” (Rdz 30,24). Co to znaczy w kontekście św. Józefa? On jest tym, który „dodaje” coś niezwykle istotnego w historii zbawienia – chociaż nie jest biologicznym ojcem Jezusa, to właśnie on „przyłącza” Go do rodu Dawida, wypełniając proroctwa o Mesjaszu. Dzięki niemu Jezus staje się pełnoprawnym potomkiem Dawida. Imię Józef można też rozumieć jako „Bóg pomnaża” lub „Bóg daje więcej”. W życiu Józefa widzimy, jak Bóg obdarowuje go coraz większą misją – od prostego cieśli z Nazaretu, przez oblubieńca Maryi i opiekuna Syna Bożego, aż po wzór ojcostwa i świętości. Paradoksalnie, choć jego imię oznacza „dodanie”, Józef jest tym, który się umniejsza i rezygnuje z własnych pomysłów na życie ze względu na wypełnienie Bożego dzieła. W milczeniu usuwa się na dalszy plan, pozwalając, by w centrum historii zbawienia znaleźli się Jezus i Maryja[1].

Zaręczyny i małżeństwo

Święty Józef, choć nie jest biologicznym ojcem Jezusa, pełni niezwykle ważną rolę w Jego życiu. Był Jego opiekunem, wychowawcą, mężem Maryi. Niezwykłość tej misji polega na tym, że Józef przyjął Maryję za swoją żonę, chociaż poczęcie Jezusa nie było naturalne, ale było dziełem Ducha Świętego. Takie zaufanie i pełne oddanie Bogu jest fundamentem jego świętości. Aby w pełni zrozumieć postępowanie Józefa wobec Maryi, należy najpierw odnieść się do biblijnych zwyczajów małżeńskich, jakie panowały w Izraelu. W tradycji żydowskiej zawarcie małżeństwa było procesem rozłożonym na etapy, które miały nie tylko wymiar prawny, ale także głęboką symbolikę teologiczną. Składało się ono z trzech zasadniczych faz: kidduszin, czyli poświęcenia narzeczonej i jej oddzielenia dla przyszłego męża, erusin, czyli formalnych zaślubin, oraz nissuin, aktu dopełnienia małżeństwa poprzez wspólne zamieszkanie małżonków[2]. Już na etapie erusin kobieta była prawnie uznawana za żonę, choć pozostawała jeszcze przez około rok w domu ojcowskim, nie mieszkając z mężem. Był to czas oczekiwania, w którym mężczyzna przygotowywał miejsce dla swojej przyszłej małżonki, a ona sama pozostawała pod opieką rodziny. Dopiero nissuin, czyli uroczysty obrzęd przeprowadzenia panny młodej do domu pana młodego, dopełniał związku małżeńskiego. Towarzyszył temu radosny orszak przyjaciół i bliskich, którzy świętowali spełnienie się obietnicy i pełnię wspólnoty małżeńskiej.

W świetle tych zwyczajów fakt, że „wpierw nim zamieszkali razem, Maryja znalazła się brzemienną” (Mt 1,18), jawił się jako coś niezwykle dramatycznego. Jako narzeczona Józefa, będąca na etapie erusin, Maryja była już prawnie jego żoną, choć jeszcze nie doszło do nissuin, czyli wspólnego zamieszkania[3]. W oczach społeczności fakt ten mógł być interpretowany jako zdrada małżeńska, co w myśl starotestamentalnego Prawa podlegało surowej karze. Księga Powtórzonego Prawa mówi jasno: „Jeśli oskarżenie to okaże się prawdziwym, bo nie znalazły się dowody dziewictwa młodej kobiety, wyprowadzą młodą kobietę do drzwi domu ojca i kamienować ją będą mężowie tego miasta, aż umrze, bo dopuściła się bezeceństwa w Izraelu, uprawiając rozpustę w domu ojca” (Pwt 22,20-21). Z czasem jednak wykształciła się łagodniejsza interpretacja tego prawa, zgodnie z którą kobieta, zamiast kary śmierci, mogła zostać oddalona, co jednak niosło za sobą poważne konsekwencje cywilne i społeczne. Oddalenie kobiety w takim kontekście oznaczało dla niej stygmatyzację, wykluczenie i brak możliwości ponownego zamążpójścia.

Z tej perspektywy jeszcze głębiej można zrozumieć wewnętrzny dramat, przed jakim stanął Józef, człowiek sprawiedliwy, który w obliczu tajemnicy Wcielenia został wezwany nie tylko do posłuszeństwa Prawu, ale także do całkowitego zawierzenia Bogu, który objawia swoją wolę w sposób przekraczający ludzkie schematy i oczekiwania. Bóg wybrał św. Józefa, aby „służył bezpośrednio osobie i misji Jezusa poprzez sprawowanie swego ojcostwa: właśnie w ten sposób Józef współuczestniczy w pełni czasów w wielkiej tajemnicy odkupienia i jest prawdziwie «sługą zbawienia». Jego ojcostwo wyraziło się w sposób konkretny w tym, że uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią odkupieńczej misji; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu” (Jan Paweł II).

Jeśli spojrzymy na tę rzeczywistość w perspektywie teologicznej i symbolicznej, św. Józef jawi się jako żywa ikona tajemnicy Bożego przymierza z ludzkością. W dziejach Izraela Bóg objawia się jako Oblubieniec, który stopniowo prowadzi swój lud do pełni komunii z sobą. Stary Testament ukazuje pierwszy etap tej drogi – erusin, czyli zaślubiny, które są wyrazem wybrania i obietnicy. Przymierze Boga z Izraelem było już rzeczywistością miłości i wierności, ale wciąż oczekiwało swego dopełnienia. Pełnia tego oblubieńczego zjednoczenia – nissuin – staje się rzeczywistością w Nowym Testamencie, gdy Chrystus Oblubieniec, jednoczy się ze swoją Oblubienicą Kościołem w miłości, która osiąga swój szczyt w misterium paschalnym. Chrystus jest tym, który „umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5,25-26).

Święty Józef uczestniczy w tej oblubieńczej miłości w sposób jedyny i niepowtarzalny. Przeżywa on oba etapy zaślubin – erusin i nissuin – całkowicie inaczej niż inni małżonkowie. Jego relacja z Maryją, choć pełna miłości, pozostaje wolna od współżycia małżeńskiego. W ten sposób staje się on nie tylko opiekunem Świętej Rodziny, ale także ikoną duchowego małżeństwa Boga z ludzkością, które jest zakorzenione w miłości całkowitej, bezinteresownej i ofiarnej. Święty Józef, choć pozostaje niejako w cieniu wydarzeń zbawczych, przez swoje milczenie i posłuszeństwo odsłania głębię tej tajemnicy. Jego rola nie jest jedynie marginalna – przeciwnie, jest on stróżem i uczestnikiem misterium Wcielenia, a przez swoje ciche i wierne oddanie wskazuje na istotę oblubieńczej relacji Boga z człowiekiem. W nim objawia się wzór miłości, która nie szuka siebie, lecz w pełni oddaje się temu, co pochodzi od Boga.

Gdy chodzi o Maryję z jednej strony była oddana Józefowi przez kidduszin, z drugiej – należała całkowicie do Boga, nosząc w sobie Jego Syna. To czyni ją oblubienicą w podwójnym wymiarze: w porządku prawnym – żoną Józefa, a w porządku duchowym – oblubienicą Boga i nową „Córą Syjonu”, z której narodzi się Mesjasz. Maryja staje się więc nową Ewą i żywym „namiotem spotkania”, gdzie nie tylko przebywa Boża obecność, ale gdzie dokonuje się nowy początek ludzkości.

Józef, dowiadując się o ciąży Maryi, początkowo chce ją oddalić. W myśleniu żydowskim oznaczałoby to formalne unieważnienie zaręczyn. Ale Bóg interweniuje i mówi mu przez anioła: „Nie bój się wziąć Maryi do siebie” (Mt 1,20)[4]. W ten sposób Józef przyjmuje świętość zaślubin w nowym wymiarze. Nie jako mąż w pełnym sensie (bo nie będzie między nimi współżycia), ale jako strażnik świętości, wypełniając rolę opiekuna Mesjasza i Jego Matki. Jego powołanie nie polega na posiadaniu Maryi, ale na jej strzeżeniu, jak arcykapłan strzegł najświętszego miejsca w świątyni. Pomiędzy Maryją i Józefem „nie było ciała i krwi, lecz więź umysłu i łaski. Maryja była dziewicą, lecz nie była oddzielona od swojego męża. Józef był dziewiczym oblubieńcem dziewiczej Matki” (św. Ambroży). Można powiedzieć, że Józef wypełnia kidduszin na wyższym poziomie – gdzie miłość nie opiera się na prawie własności, ale na pełnym oddaniu i służbie. W tym świetle zaślubiny Maryi i Józefa zapowiadają nowe małżeństwo: Chrystusa i Kościoła. Tak jak Maryja była oddana Józefowi, ale zachowała szczególną świętość dla Boga, tak Kościół jest zaślubiony Chrystusowi i wezwany do życia w komunii ze swoim Oblubieńcem. Józef, zgadzając się na to niezwykłe małżeństwo, staje się wzorem dla każdego, kto ma strzec świętości Bożego planu nawet wtedy, gdy nie wszystko rozumie.

Maryja, gdy została wezwana do misji Bożego macierzyństwa, liczyła prawdopodobnie od dwunastu do czternastu lat, a w każdym razie nie więcej niż szesnaście. Był to wiek, w którym dziewczęta w Izraelu wchodziły w czas narzeczeństwa, przygotowując się do pełnienia roli żony i matki. Józef, człowiek sprawiedliwy i wierny prawu, miał zapewne od osiemnastu do dwudziestu lat. Był w pełni sił, gotów podjąć odpowiedzialność za rodzinę, do której został powołany. Ich małżeństwo, jak to było w zwyczaju wśród synów Izraela, zostało najprawdopodobniej zaaranżowane przez rodziców. Nie oznaczało to jednak braku wolności – zgodnie z tradycją żydowską narzeczeni musieli wyrazić zgodę, bo małżeństwo nie mogło być jedynie kwestią umowy rodzinnej, lecz aktem świadomego i dobrowolnego przyjęcia wspólnej drogi życia. Obyczaje różniły się w zależności od regionu. W Judei narzeczeni mogli przebywać ze sobą, przygotowując się do życia małżeńskiego, natomiast w Galilei, gdzie przywiązywano większą wagę do surowości obyczajów, na takie spotkania patrzono niechętnie. Możliwe więc, że Maryja i Józef, choć połączeni więzią narzeczeństwa, nigdy nie byli sam na sam. Ich relacja od początku naznaczona była tajemnicą powściągliwości i głębokiego zawierzenia Bogu. Właśnie w tym kontekście należy dostrzec niezwykłość zwiastowania: Bóg nie wybiera warunków sprzyjających naturalnej ludzkiej kalkulacji i bezpieczeństwu, lecz przychodzi w sposób, który wymaga od człowieka całkowitego aktu wiary. Maryja i Józef zostali postawieni wobec tajemnicy, którą mogli przyjąć jedynie w posłuszeństwie Bogu, w pełni pokory i oddania Jego woli.

„Analizując początki małżeństwa Maryi i Józefa, współczesny człowiek powiedziałby, że byli absolutnie niedopasowaną parą, że ten związek nie miał szans. Ona – najpiękniejsza kobieta świata, może znacznie od niego młodsza, on jakby wycofany. Love story raczej z tego nie będzie. A jednak się udało. W czym tkwił sekret ich małżeństwa? Nawet zakładając, że Józef był wyraźnie starszy wiekiem od Maryi, to z pewnością nie było między nimi różnic w postawach, które rozstrzygają o udanym małżeństwie. Sekret wszystkich udanych małżeństw tkwi w tym, że między mężem i żoną nie ma rozbieżności w kwestii miłości, wierności, uczciwości, odpowiedzialności. Kobieta i mężczyzna to dwie bardzo różne wrażliwości, to dwa odmienne sposoby postrzegania siebie, świata, życia, rodziny. Jedyne, co może sprawić, że spotkanie mężczyzny i kobiety zamieni się w love story – i to nie tylko w dobrej, ale też w złej doli – to wzajemna, wierna, ofiarna, wytrwała, czuła miłość. Love story pojawia się w tych małżeństwach, w których ona i on kochają siebie najbardziej ze wszystkich ludzi na tej ziemi, ale każde z nich kocha Boga jeszcze bardziej. Właśnie tak było w przypadku Maryi i Jej świętego męża” (M. Dziewiecki).

Mąż sprawiedliwy

Ewangelista Mateusz umieszcza Józefa w genealogii Jezusa, wskazując, że był synem Jakuba i mężem Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem (Mt 1,16). W ten sposób Józef jawi się jako ostatnie ogniwo w długim łańcuchu obietnic, które Bóg złożył swemu ludowi. Można więc w Józefie rozpoznać nowego Abrahama – choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać zaskakujące. Obydwaj są ojcami w wierze, obydwaj zostali wezwani do porzucenia własnych planów i całkowitego zawierzenia Bogu, obydwaj stali się fundamentem nowego ludu Bożego. „Abraham opuścił chaldejskie Ur, by powędrować do Kanaanu – ziemi obiecanej. Józef, oblubieniec Maryi, opuścił Kanaan, by udać się do Egiptu. Abraham bardzo długo czekał na syna, którego urodziła podeszła w latach Sara. Józef tuż po swym ślubie piastował Jezusa, którego poczęła młodziutka Maryja” (M. Rosik). Abraham staje się ojcem narodu wybranego, ale jego ojcostwo nie jest tylko biologiczne – jest ojcostwem duchowym, gdyż w nim zaczyna się historia ludu wiary. Józef również staje się ojcem, ale nie według ciała, lecz według ducha, wprowadzając Jezusa, nowego Izaaka, w historię Izraela. Abraham gotów był złożyć swojego syna w ofierze, Józef – choć nie składa Jezusa na ołtarzu – oddaje całe swoje życie na służbę tajemnicy wcielenia i odkupienia. Można więc powiedzieć, że św. Józef jest nowym Abrahamem: ojcem nowego ludu Bożego, który rozpoczyna się nie przez krew i więzy biologiczne, ale przez posłuszeństwo i wiarę. Jeśli Abraham jest ojcem tych, którzy uwierzyli w obietnicę, Józef jest ojcem tych, którzy uwierzyli w jej spełnienie.

Ponadto Józef jest nazwany „człowiekiem sprawiedliwym” (gr. dikaios, hebr. cadyk) (Mt 1,19). W tradycji biblijnej cadyk nie tylko wiernie przestrzega Prawa, ale jest w pełni oddany Bogu, żyje w prawdzie i działa zgodnie z Jego wolą. „Cadyk nie żyje dla siebie, ale dla innych. Jego dusza jest złączona z duszami tych, których prowadzi” (Rabbi Szneur Zalman). Józef jako cadyk powinien był postąpić zgodnie z Torą. Jeśli Maryja była w ciąży, a on nie był ojcem, miał prawo do jej publicznego oddalenia, co mogło skutkować surowymi konsekwencjami dla niej. Ale Józef wybiera miłosierdzie ponad literę prawa. To oznacza, że jego sprawiedliwość nie jest tylko legalizmem, ale jest wiernością Bożej logice miłości. Józef pokazuje, że prawdziwa sprawiedliwość (cadykut) to zdolność do przekraczania prawa w imię Bożego miłosierdzia – co będzie później głosił Jezus w swoim nauczaniu. Józef jest cadykiem, który milczy i działa. Gdy anioł mówi mu, aby wziął Maryję, nie pyta, dlaczego, po prostu to robi. Gdy każe mu uciekać do Egiptu, wstaje i idzie. Gdy nakazuje mu wrócić do Nazaretu, przenosi rodzinę bez słowa sprzeciwu. W judaizmie cadykowie byli duchowymi nauczycielami i przewodnikami. Józef dosłownie wychowuje największego Cadyka wszech czasów – Jezusa. Zbawiciel nauczy się od ziemskiego ojca nie tylko pracy, ale też milczenia i słuchania Boga, miłosierdzia ponad legalizm, pokornego działania zamiast wielkich słów. Józef nie tylko jest cadykiem, ale również formuje przyszłego Cadyka, który zbawi świat.

Opiekun Jezusa

W Ewangelii św. Łukasza Józef jest przedstawiony jako mąż Maryi, który troszczy się o nią i jej Dziecko. Towarzyszy im w trudnej drodze z Nazaretu do Betlejem, by wypełnić nakaz spisu ludności. Ta podróż, pełna niewygód i trudności, pokazuje, jak bardzo Józef troszczy się o Maryję i Jezusa. Choć Ewangelia nie skupia się na szczegółach tej podróży, możemy wyobrazić sobie Józefa jako mężczyznę, który odpowiedzialnie czuwa nad bezpieczeństwem swojej rodziny, będąc gotowym na wszelkie niedogodności, by wypełnić Boży zamysł. Jego rola nie jest dominująca w sensie słów, lecz pełna cichego działania. Józef jest opiekunem Jezusa nie poprzez głośne przemowy, ale przez swoją wierność Bożemu planowi, przez milczące oddanie, przez gotowość do poświęceń i przez to, że zawsze stawia dobro Maryi i Jezusa na pierwszym miejscu. W Józefie spełniają się słowa Psalmu: „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37,5). Przez jego wierność i posłuszeństwo Bóg realizuje swoje odwieczne zamysły – cicho, pokornie, lecz z niezmierzoną mocą. Patrząc na postać św. Józefa możemy zrozumieć, jak ważne jest milczące, ale pełne zaufania rozpoznanie i przyjęcie Bożego planu w naszym życiu. Józef nie szuka uznania ani nie pragnie być w centrum uwagi. Jego rola w historii zbawienia jest subtelna, ale fundamentalna. Wierność, pokora, gotowość do działania w odpowiedzi na Boże wezwanie – to cechy, które czynią go wzorem dla nas w codziennym życiu.

Milczenie Józefa przypomina nam, że nie musimy wiele mówić, by spełniać Bożą wolę. Często najważniejsze jest to, co robimy z miłości do Boga i bliźnich, bez potrzeby szukania własnej chwały. Milczenie św. Józefa „jest także Jego słowem. Wyraża «tak» temu, co przyjął na siebie wiążąc się z Maryją, a tym samym z Jezusem” (Benedykt XVI).

Na polecenie papieża Franciszka, w dniu 1 maja 2021 roku, Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosiła siedem nowych wezwań w litanii do św. Józefa. Było to ważne wydarzenie w życiu Kościoła, podkreślające znaczenie św. Józefa jako wzoru cnót, szczególnego orędownika oraz opiekuna ludu Bożego. Jednym z dodanych wezwań jest Custos Redemptoris, co w języku polskim zostało przetłumaczone jako „Opiekun Odkupiciela”. To określenie bezpośrednio nawiązuje do tytułu adhortacji apostolskiej św. Jana Pawła II zatytułowanej Redemptoris Custos. W tym dokumencie papież Polak ukazał św. Józefa jako wzór ojcostwa i powiernika Bożych tajemnic, podkreślając jego ciche, ale pełne oddania wypełnianie misji powierzonej mu przez Boga.

Znaczenie słowa custos, czyli „opiekun”, w odniesieniu do św. Józefa wydaje się intuicyjne. W kontekście jego roli jako przeczystego małżonka Niepokalanej Dziewicy oraz przybranego ojca Jezusa Chrystusa, ukazuje go jako troskliwego stróża Świętej Rodziny. Jednak warto zwrócić uwagę, że termin ten ma także głębsze, starotestamentalne znaczenie, które nie jest powszechnie znane. W judaizmie jeden z tytułów Boga to Szomer Jisrael – „Ten, który strzeże Izraela” (Ps 121,4). Świętego Józefa można zaś nazwać Szomer Jeszua – „Strażnikiem Jezusa”, ponieważ to właśnie jemu Bóg powierzył opiekę nad swoim Synem. Tytuł ten odsłania głęboką prawdę o misji Józefa, który został powołany, by czuwać nad Wcielonym Słowem, troszczyć się o Jego ziemskie życie i wprowadzić Go w historię narodu wybranego.

Bycie szomer – strażnikiem – nie oznacza jedynie funkcji zewnętrznego opiekuna, lecz wskazuje na głęboką więź, w której Józef w pokorze swojego serca staje się uczestnikiem Bożego planu zbawienia. Jego czuwanie nad Jezusem nie jest biernym strzeżeniem, lecz aktywnym uczestnictwem w tajemnicy wcielenia. Jak pasterz czuwa nad powierzonymi mu owcami, jak ojciec pochyla się nad swoim dzieckiem, tak Józef całym swoim życiem oddaje się służbie Synowi Bożemu, choć sam pozostaje w cieniu – pokorny, milczący, ale niezłomny w wierze.

Tytuł ten podkreśla również głęboką relację Józefa z Maryją. Jego strażnicza misja nie ogranicza się tylko do ochrony Jezusa, ale obejmuje również troskę o Jego Matkę. Józef jest tym, który strzeże tajemnicy wcielenia – zarówno w sposób widzialny, broniąc Świętej Rodziny przed niebezpieczeństwami, jak i duchowy, chroniąc wiarę i nadzieję Maryi w chwilach próby. W osobie Józefa spełnia się to, co Pismo Święte wielokrotnie mówi o sprawiedliwych: są oni „drzewem zasadzonym nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie” (Ps 1,3). W milczeniu i posłuszeństwie, w pracy i codziennej trosce, św. Józef uczy nas, że prawdziwa opieka nad Bożymi darami dokonuje się przez ufność i wierność. On pozostaje wzorem dla wszystkich, którzy chcą powierzyć swoje życie Bogu, aby stać się „strażnikami” Chrystusa i Kościoła.

W Psalmie 121 czytamy: „Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który strzeże Izraela”. Święty Józef jawi się w Ewangeliach jako człowiek czuwania – we śnie otrzymuje Boże wskazówki i natychmiast działa (Mt 1,20; Mt 2,13). Można powiedzieć, że jego czuwanie jest odbiciem Bożego czuwania nad światem. Chociaż wydaje się „milczący”, w rzeczywistości jego duchowa czujność jest nieustanna. Dlatego dodanie wezwania Custos Redemptoris do litanii podkreśla niezwykłą rolę św. Józefa w historii zbawienia i przypomina nam o jego nieocenionej roli jako pośrednika i orędownika w codziennym życiu. To wezwanie zachęca nas także do refleksji nad własnym powołaniem do bycia „opiekunami”, czy to w rodzinie, w społeczności, czy w życiu duchowym na wzór tego, który bezgranicznie zaufał Bogu i wiernie służył Jego planom.

Człowiek pracy

Święty Józef był cieślą – zawód ten, choć nie wyróżniał się szczególnym prestiżem, wiązał się z codzienną, rzetelną pracą, wymagającą wytrwałości, cierpliwości i ogromnej precyzji. Cieśla nie budował tylko desek i konstrukcji, ale tworzył coś, co miało trwałą wartość. Z pewnością Józef miał do czynienia z drewnem, narzędziami, prostymi, codziennymi materiałami, które w jego rękach przekształcały się w przedmioty użyteczne. Jego życie, choć pełne trudów, nie było pozbawione sensu – każda deska, każdy gwóźdź miał swoje miejsce w Bożym planie. Jezus, który żył przez większość swojego życia w Nazarecie jako syn cieśli, był świadkiem pracy swojego ojca, a także uczestniczył w niej. To, co Józef wykonywał w swoim warsztacie, nie było tylko „przemianą drewna w przedmioty”, ale było również katechezą o tym, jak Bóg przychodzi w ukryciu i wypełnia naszą codzienność. „Chrystus przez wiele lat żył w ukryciu, abyśmy nauczyli się cenić to, co ukryte przed światem, a cenne w oczach Boga” (św. Augustyn). „Dlaczego Chrystus żył w Nazarecie, nie czyniąc cudów? Aby nauczyć cię, że nie mniej chwalebne jest życie ukryte niż życie publiczne, a pokora i codzienna praca mogą być drogą do świętości” (św. Jan Chryzostom).

Praca św. Józefa nie była czymś oddzielonym od Bożego planu zbawienia, lecz pełniła w nim swoją rolę. Józef nauczył Jezusa, jak warto pracować z sercem wypełnionym radością i miłością. Jak liczy się jakość i staranność, jak ważna jest odpowiedzialność za innych, a także jak nie można dopuścić do oszustwa w żadnej sytuacji. Praca nie jest tylko sposobem zarobkowania, ale także sposobem wyrażania szacunku do siebie, do innych ludzi i do Boga, który nas stworzył i obdarzył talentami. „Praca staje się uczestnictwem wręcz w dziele zbawienia, okazją do przyspieszenia nadejścia królestwa Bożego, rozwijania swoich przymiotów i cech, oddając je na służbę społeczeństwa i wspólnoty. Praca staje się okazją nie tylko do spełnienia samego siebie, ale przede wszystkim dla tej podstawowej komórki społeczeństwa, jaką jest rodzina” (papież Franciszek). Józef, będąc człowiekiem modlitwy, nie oddzielał pracy od swojej relacji z Bogiem. W jego pracy nie chodziło tylko o wykonanie zadania, ale o wypełnienie woli Bożej. Praca, która ma charakter trudu i oddania się Bożemu dziełu, staje się nie tylko zadaniem do wykonania, ale również sposobem na duchowe wzrastanie.

Święty Józef jest powszechnie znany jako cieśla, ale w oryginalnym greckim tekście Ewangelii według św. Mateusza i św. Marka zawód Józefa opisano greckim słowem tekton. Chociaż zwykle tłumaczy się je jako „cieśla”, w rzeczywistości oznacza ono rzemieślnika lub budowniczego, który mógł pracować nie tylko w drewnie, ale także w kamieniu i innych materiałach. W Palestynie drewno było rzadkie i drogie, dlatego bardziej prawdopodobne jest, że Józef i Jezus zajmowali się także kamieniarstwem, budową domów i konstrukcji. To oznacza, że obraz Józefa jako skromnego stolarza pracującego tylko przy meblach jest raczej uproszczeniem – mógł być kimś w rodzaju inżyniera budowlanego swoich czasów. Co więcej, Nazaret znajdował się blisko wielkiego miasta Seforis, gdzie Herod Antypas prowadził intensywne prace budowlane. Możliwe, że Józef i młody Jezus tam właśnie znajdowali zatrudnienie, a ich praca miała wpływ na monumentalne projekty architektoniczne epoki.

Święty Józef był nie tylko nauczycielem rzemiosła, lecz także przewodnikiem duchowym dla Jezusa w Jego ziemskim dzieciństwie i młodości. To on prowadził Go do synagogi, wprowadzał w tradycję ojców, uczył, jak z szacunkiem rozwijać i czytać święte zwoje Tory. W jego obecności Jezus po raz pierwszy zakładał tałes do modlitwy, słuchał słów Księgi Rodzaju, Psalmów i Proroków. Józef, jako człowiek sprawiedliwy, przekazywał Jezusowi to, co sam przejął od pokoleń izraelskich ojców – głęboką wiarę, umiłowanie słowa Bożego, rytm modlitwy, która stanowiła oddech jego duszy.

Wzór dla mężczyzn i ojców

Święty Józef jest wzorem dla współczesnych mężczyzn. W świecie, który często promuje obraz mężczyzny silnego, twardego, bez emocji, Józef pokazuje, że prawdziwa siła tkwi w delikatności, pokorze i gotowości do służenia innym. Jego miłość do Maryi i Jezusa jest pełna szacunku i oddania, co czyni go idealnym wzorem ojca i męża.

Jako wierny syn Izraela, Józef spełnia wszystkie zobowiązania wynikające z Prawa Mojżeszowego: obrzezał Dziecię ósmego dnia, nadając Mu imię Jezus („Bóg zbawia”), które zostało objawione przez anioła. Poprzez ten akt Józef nie tylko wpisuje Jezusa w konkretne dziedzictwo religijne narodu wybranego, ale także uroczyście potwierdza swoją rolę ojca według prawa. Wraz z Maryją przedstawia Syna Bożego w świątyni, wypełniając nakaz Prawa, lecz także antycypując tajemnicę ofiary, którą Jezus złoży na krzyżu. Jego ojcowska troska nie ogranicza się do przestrzegania przepisów religijnych. Józef jest tym, który strzeże, prowadzi i wychowuje. To on wprowadza Jezusa w życie duchowe i kulturalne Izraela, ucząc Go modlitwy, prowadząc do synagogi i świątyni, zaszczepiając w Nim miłość do Prawa i proroków. Jego rola jako opiekuna objawia się szczególnie w chwilach niebezpieczeństwa – to on, ostrzeżony we śnie, z narażeniem własnego życia chroni Dziecię przed śmiercionośnym zamiarem Heroda, uciekając z Nim i Jego Matką do Egiptu.

Józef jest wzorem ojcostwa, które nie dominuje, ale służy; które nie narzuca, ale prowadzi; które nie szuka własnej chwały, lecz pozostaje w cieniu, aby jaśniało światło Chrystusa. W jego cichej, lecz stanowczej obecności odnajdujemy zapowiedź Kościoła, powołanego do tego, by strzec i prowadzić ludzkość ku pełni objawienia Bożego. W nim urzeczywistnia się istota ojcostwa, które jest odpowiedzialnością, troską i posłuszeństwem wobec zamysłu Bożego – ojcostwa, które, choć nie opiera się na więzach krwi, jest równie prawdziwe, ponieważ wyrasta z miłości i daru z siebie.

„Nikt nie rodzi się ojcem, ale staje się ojcem. I nie staje się nim jedynie dlatego, że wydaje dziecko na świat, lecz ponieważ odpowiedzialnie podejmuje o nie troskę. Za każdym razem, gdy ktoś podejmuje odpowiedzialność za życie drugiego, w pewnym sensie sprawuje względem niego ojcostwo […]. Być ojcem oznacza wprowadzać dziecko w doświadczenie życia, w rzeczywistość. Nie zatrzymywać go, nie zniewalać, nie brać w posiadanie, ale czynić je zdolnym do wyborów, do wolności, do wyruszenia w drogę. Być może z tego powodu, obok miana ojca, tradycja umieściła przy Józefie także miano «przeczystego». Nie jest to jedynie określenie emocjonalne, ale synteza postawy będącej przeciwieństwem posiadania. Czystość to wolność od posiadania we wszystkich dziedzinach życia. Tylko wówczas, gdy miłość jest czysta, jest naprawdę miłością. Miłość, która chce posiadać, w końcu zawsze staje się niebezpieczna, krępuje, tłumi, czyni człowieka nieszczęśliwym. Sam Bóg umiłował człowieka miłością czystą, pozostawiając mu nawet wolność popełniania błędów i występowania przeciwko Niemu. Logika miłości jest zawsze logiką wolności, a Józef potrafił kochać w sposób niezwykle wolny. Nigdy nie stawiał siebie w centrum. Potrafił usuwać siebie z centrum a umieścić w centrum swojego życia Maryję i Jezusa. Szczęście Józefa nie polega na logice ofiary z siebie, ale daru z siebie. Nigdy w tym człowieku nie dostrzegamy frustracji, a jedynie zaufanie. Jego uporczywe milczenie nie rozważa narzekań, ale zawsze konkretne gesty zaufania. Świat potrzebuje ojców, odrzuca panów, odrzuca tych, którzy chcą wykorzystać posiadanie drugiego do wypełnienia własnej pustki; odrzuca tych, którzy mylą autorytet z autorytaryzmem, służbę z serwilizmem, konfrontację z uciskiem, miłosierdzie z opiekuńczością, siłę ze zniszczeniem” (papież Franciszek).

Współczesne badania psychologiczne potwierdzają, że czułość ojca ma kluczowy wpływ na rozwój emocjonalny dziecka. Bliskość, obecność i wrażliwość ojca pomagają kształtować stabilne poczucie własnej wartości i zdolność do budowania zdrowych relacji. W teorii przywiązania Johna Bowlby’ego podkreśla się, że czuły ojciec wspiera bezpieczeństwo emocjonalne dziecka. Czułość nie jest słabością, ale siłą, bo wymaga odwagi i otwartości na potrzeby innych. Józef nie tylko troszczył się o potrzeby fizyczne Jezusa, ale także duchowe i emocjonalne. Jego czułość objawiała się w tym, że kochał, słuchał, chronił i towarzyszył Świętej Rodzinie w trudnych momentach. Józef ufał Bogu i działał, nawet jeśli nie rozumiał do końca Jego zamysłów. Jego posłuszeństwo nie było bierne, wymagało odwagi i aktywnego zaangażowania. Józef był kochany przez Boga, ale także sam potrafił kochać. Nie ma w Ewangeliach ani jednego jego słowa, ale jest wiele jego czynów, które pokazują miłość pełną poświęcenia. Miłość to nie tylko uczucie, ale postawa i codzienna decyzja. Gary Chapman w koncepcji „pięciu języków miłości” pokazuje, że miłość wyraża się na różne sposoby przez dotyk, poświęcony czas, słowa, gesty i dar z siebie. Miłość Józefa do Maryi i Jezusa to troska, ofiarność, pokora i konkretne działania.

Papież Franciszek podkreśla, że „Józef nie jest człowiekiem biernie zrezygnowanym. Jego uczestnictwo jest mężne i znaczące. Akceptacja jest sposobem, w jaki przejawia się w naszym życiu dar męstwa, który otrzymujemy od Ducha Świętego. Jedynie Pan może dać nam moc, aby przyjąć życie takim, jakim jest, aby uczynić miejsce także dla tej przeciwstawnej, nieoczekiwanej, rozczarowującej części naszego istnienia. Przyjście Jezusa między nas jest darem Ojca, aby każdy mógł się pojednać z rzeczywistością swojej historii, nawet jeśli jej do końca nie rozumie” (Patris corde). Według Carla Rogersa bezwarunkowa akceptacja siebie i innych jest fundamentem zdrowych relacji. Pomaga ona w budowaniu silnych więzi i unikaniu destrukcyjnej kontroli. Ludzie najbardziej się rozwijają, kiedy czują, że nie muszą się zmieniać, aby zasłużyć na miłość i szacunek. W psychologii nazywa się to „paradoksem akceptacji”. Rogers uważał, że akceptacja dla psychiki jest tym samym, co tlen dla organizmu – bez niej nie możemy „oddychać” emocjonalnie i prawidłowo się rozwijać. Jeśli człowiek żyje w atmosferze ciągłej oceny lub doświadcza akceptacji jedynie pod warunkiem spełniania określonych oczekiwań, stopniowo oddala się od swojej autentycznej tożsamości. W obawie przed odrzuceniem zaczyna budować fałszywy obraz siebie – maskę dostosowaną do cudzych wymagań, lecz nieodzwierciedlającą jego prawdziwych pragnień i wartości. Z czasem ta iluzoryczna tożsamość może tak mocno przylgnąć do jego życia, że zatraci on wewnętrzną wolność, gubiąc to, kim naprawdę jest. Dopiero doświadczenie bezwarunkowej miłości i akceptacji pozwala człowiekowi odnaleźć drogę do siebie samego i uzdolnić go do życia w służbie innym. Dziecko, które czuje, że rodzice kochają je tylko wtedy, gdy jest „grzeczne”, może nauczyć się tłumić swoje emocje, aby spełnić ich oczekiwania. Jako dorosły może nie wiedzieć, kim naprawdę jest, bo przez lata grał rolę kogoś, kim nie chciał być.

Józef nie odrzucił Maryi, choć mógł. Przyjął Jezusa jako swojego syna, choć nie był jego biologicznym ojcem. Jego postawa pokazuje, że prawdziwa miłość nie opiera się na własnych oczekiwaniach, ale na przyjęciu i akceptacji drugiego człowieka w całości. Święty Józef to wzór ojcostwa i dojrzałej miłości. Jego czułość, posłuszeństwo, miłość, akceptacja i twórcza odwaga są cechami, które także dzisiaj mogą inspirować ojców, matki, wychowawców i każdego z nas. Dziś, gdy często brakuje nam cierpliwości, ufności i odwagi, św. Józef przypomina, że największa siła tkwi w cichości, miłości i zaufaniu Bogu. Doskonalimy się w wierze i miłości, gdy przestajemy polegać wyłącznie na własnych wysiłkach i ambicjach, a zamiast tego otwieramy nasze serca na działanie Boga. To w chwili, gdy rezygnujemy z kontrolowania wszystkiego i z pełnym zaufaniem powierzamy Panu swoje życie, dokonuje się w nas najgłębsza przemiana – nie powierzchowna, lecz prawdziwa, sięgająca naszej duszy. Wówczas podążamy drogą, której sami nie bylibyśmy w stanie odnaleźć.

Pytania do osobistej refleksji:

Jaką postawę św. Józef przyjął wobec tajemnicy wcielenia? Czy w moim życiu jest miejsce na zawierzenie Bogu tego, czego nie rozumiem? Jak okazuję miłość i troskę moim bliskim? Czego mogę się nauczyć od św. Józefa jako wiernego oblubieńca Maryi? Święty Józef nazywany jest „mężem sprawiedliwym” – co to oznacza w moim codziennym życiu? Jak mogę lepiej kierować się sprawiedliwością i miłością wobec innych? Czy w moich decyzjach kieruję się sumieniem i prawdą, nawet jeśli wymaga to ode mnie wyrzeczeń? W jaki sposób mogę pogłębiać swoje życie duchowe, ucząc się od św. Józefa milczenia, modlitwy i słuchania Boga? Jakie jest moje podejście do pracy? Czy traktuję ją jako obowiązek, czy jako przestrzeń do współpracy z Bogiem? Czy potrafię dostrzegać wartość w codziennych, prostych obowiązkach, tak jak św. Józef w swoim warsztacie? W jaki sposób troszczę się o powierzonych mi ludzi – rodzinę, przyjaciół, współpracowników? Czy potrafię być cierpliwy i wyrozumiały, tak jak Józef wobec Jezusa i Maryi? Jak mogę stawać się duchowym ojcem dla innych, troszcząc się o ich rozwój i wspierając ich na drodze wiary? Święty Józef otrzymał misję opieki nad Synem Bożym – jakie zadanie powierza mi Bóg? Czy podejmuję je z odwagą? Czy jestem strażnikiem wiary w swoim domu, wspólnocie, miejscu pracy? Jakie zagrożenia dostrzegam dla mojego życia duchowego i życia moich bliskich? W jaki sposób mogę się przed nimi chronić, tak jak Józef chronił Jezusa?

Modlitwa papieża Franciszka

Witaj, opiekunie Odkupiciela i oblubieńcze Maryi Dziewicy. Tobie Bóg powierzył swojego Syna; Tobie zaufała Maryja; z Tobą Chrystus stał się człowiekiem. O święty Józefie, okaż się ojcem także i nam, i prowadź nas na drodze życia. Wyjednaj nam łaskę, miłosierdzie i odwagę, i broń nas od wszelkiego zła. Amen.

 

[1] Co ciekawe, milczenie Józefa w kontekście dzieciństwa Jezusa i milczenie Boga Ojca na Golgocie pokazują, że miłość Boża jest często skryta, nie zawsze łatwa do zrozumienia. Oba milczenia są jednak w pełni świadome – nie są to momenty obojętności, ale wyraz ogromnej troski i bezwarunkowej miłości. Milczenie św. Józefa jako mężczyzny, który wychowuje Jezusa w skromności oraz milczenie Ojca w chwili śmierci Jezusa na krzyżu tworzą piękny kontrast: milczenie opiekuna i milczenie Ojca, którzy milczą nie dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, ale dlatego, że ich miłość jest tak głęboka i pełna, że nie potrzebuje słów.

[2] Podczas erusin, czyli fazy zaręczyn, podpisywano tzw. ketubę. Był to dokument, który zawierał szczegóły dotyczące małżeństwa, takie jak imiona małżonków, zobowiązania mężczyzny wobec kobiety, warunki finansowe i inne aspekty prawne związane z małżeństwem. Po podpisaniu, ketuba była wręczana żonie jako część obrzędu, aby formalnie zobowiązać męża do przestrzegania warunków określonych w dokumencie. Święty Józef, choć był mężem Maryi, prawdopodobnie nie podpisał ketuby w tradycyjnym sensie, ponieważ ich małżeństwo nie odbywało się zgodnie z rytuałami, które byłyby powszechnie stosowane w przypadku żydowskiego ślubu. Warto jednak zauważyć, że św. Józef wypełniał w praktyce zasadniczą funkcję, którą ketuba miała na celu – opiekę, odpowiedzialność i szacunek, które są fundamentem zdrowego i trwałego związku. Ketuba to dokument, który miał na celu zabezpieczenie praw obu stron, zapewnienie stabilności rodziny i podkreślenie duchowego wymiaru małżeństwa, przypominając, że jest to nie tylko związek cywilny, ale też święty, wymagający odpowiedzialności, szacunku i wiernej miłości, która powinna być pielęgnowana przez obie strony.

[3] Cały ten kontekst jest ważny zwłaszcza „w obliczu twierdzeń ze strony niektórych kręgów feministycznych, że Najświętsza Maryja Panna była samotną matką. Nie była, bo gdy poczęła i urodziła Syna, a potem wychowywała Go, to cały czas miała męża. Sama nazywa św. Józefa ojcem Jezusa, kiedy mówi do swojego Syna w świątyni: «Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48). Dlatego też św. Łukasz stwierdza, że Maryja i Józef byli rodzicami Chrystusa (por. Łk 2,27.33.41.43). Pamiętajmy, że są – owszem – osoby samotnie wychowujące swoje dziecko, ale nie jest to stan normalny. Normalnym stanem dla rozwoju dziecka jest przyjście na świat i dojrzewanie w domu ojca i matki. Z woli Boga Ojca w takiej rodzinie przyszedł na świat Syn Boży i w niej dojrzewał, abyśmy nie mieli żadnej wątpliwości, że taki jest zamysł Boży dla każdego poczętego i rozwijającego się dziecka” (J. Stefański).

[4] Najbardziej przekonujące dla św. Józefa było słowo Boże objawione mu we śnie (Iz 7,14), ale nie tylko jego treść, lecz sposób, w jaki Bóg do niego przemówił. Anioł zwraca się do niego „Józefie, synu Dawida”. Przypomina mu w ten sposób jego królewskie dziedzictwo i misję jako spadkobiercy Dawida. Wskazuje, że Bóg nie tylko mówi mu coś osobistego, ale wpisuje go w historię zbawienia. Nie mówi: „przyjmij Maryję”, ale „nie bój się wziąć Maryi”. To sugeruje, że jego główną walką nie była wątpliwość w jej niewinność, ale lęk przed tajemnicą, w którą miał wejść. Anioł rozwiewa ten lęk: „To jest Boże dzieło, a nie twoje. Ona poczęła z Ducha Świętego”. Józef, który znał Pisma, rozpoznał, że to wypełnienie proroctw mesjańskich i moment, na który czekały pokolenia. Józef nie odpowiada słowami. On wstaje i czyni to, co Bóg mówi. To pokazuje, że wiara nie polega na tym, co czujemy i myślimy, ale na tym, co robimy w posłuszeństwie Bogu.