Nikodem – poszukujący światła
Choć jego historia w Nowym Testamencie zajmuje niewiele miejsca, Nikodem pozostaje postacią niezwykle ciekawą i fascynującą. Spotykamy go jedynie w Ewangelii św. Jana, który nazywa go „dostojnikiem żydowskim” (J 3,1). Tytuł ten sugeruje, że Nikodem był osobą zamożną, o szlacheckim pochodzeniu i znaczących wpływach wśród starszyzny żydowskiej. Należał do stronnictwa faryzeuszów – grupy, która wyróżniała się silnym patriotyzmem, przywiązaniem do tradycji oraz dbałością o religijne prawo[1]. Faryzeusze byli oddani swojej wierze i narodowi, co sprawiało, że Nikodem, jako ich przedstawiciel, był jednym z ważniejszych działaczy religijnych i społecznych tamtych czasów.
Już na początku publicznej działalności Jezusa, Nikodem zaczął interesować się Jego osobą i nauką. Był świadkiem cudów, które były dla niego dowodem na to, że ma do czynienia z kimś wyjątkowym, kto mógł być co najmniej prorokiem. Mimo tego, że czuł wewnętrzną fascynację nauką Jezusa, nie potrafił jednoznacznie opowiedzieć się po Jego stronie. Bojąc się otwarcie wyjawić swoje poglądy i pragnienia, postanowił spotkać się z Jezusem potajemnie, w nocy. Spotkanie to jest jednym z najbardziej wzruszających dialogów w Ewangelii, który ukazuje duchowy rozwój Nikodema oraz głębię nauki Jezusa (J 3,1-22).
Kiedy Sanhedryn, najwyższa rada żydowska, podjął decyzję o wydaniu wyroku śmierci na Jezusa bez przeprowadzenia formalnego procesu, Nikodem nie wyraził na to zgody. W obliczu tego niesprawiedliwego postępowania, odważnie zaprotestował przeciwko decyzji Sanhedrynu (J 7,49-52). Jego sprzeciw, choć może wydawać się mało znaczący, z pewnością wywołał zaskoczenie wśród członków Wysokiej Rady. Przełomowym momentem w życiu Nikodema była jego postawa po śmierci Jezusa. W chwili, gdy wszyscy apostołowie uciekli, Nikodem wraz z Józefem z Arymatei, podjął się godnego i odważnego gestu. Zakupił sto funtów kosztownych olejków i wonności, by odpowiednio przygotować ciało Jezusa do pochówku. Olejek ten miał za zadanie chronić ciało od zepsucia, ale także wyrażał głęboki szacunek i oddanie wobec Zbawiciela.
Nikodem, który przez całe życie był człowiekiem poszukującym prawdy, miał ostatecznie przyjąć chrzest z rąk świętych Piotra i Jana. Jego życie, które zaczęło się od wątpliwości i strachu przed odważnym opowiedzeniem się po stronie Chrystusa, zakończyło się męczeństwem. Nikodem poniósł śmierć z rąk tych, którzy nie potrafili rozpoznać w Jezusie Mesjasza. „Został pochowany w Kefaz-Gamla, w Palestynie. Na początku XX wieku, właśnie tam znaleziono fragmenty murów bazyliki świętych męczenników Szczepana i Nikodema” (P. Kosiński). Historia Nikodema to opowieść o stopniowym dochodzeniu do wiary w Jezusa Chrystusa, o przezwyciężaniu strachu i wątpliwości, a także odwadze, która prowadzi do oddania życia za prawdę Ewangelii. Jest to wreszcie historia człowieka, który pomimo początkowej niepewności, stał się wiernym świadkiem Chrystusa, oddając mu cześć i szacunek nawet w chwilach największego cierpienia.
Nocna rozmowa
Nikodem jawi się jako człowiek mocno zakorzeniony w wierze i tradycji Izraela, stabilny zarówno w swoim życiu osobistym, jak i w pełnionej posłudze religijnej. Jego imię, Nikodemos, które można tłumaczyć jako „zwycięski lud”, zawiera w sobie pewność siebie, dumę i poczucie godności. Z krótkich wzmianek, jakie znajdujemy w Ewangelii, można wywnioskować, iż Nikodem był człowiekiem o jasno określonym światopoglądzie, dla którego rzeczywistość doczesna i duchowa miała uporządkowaną strukturę. Jako faryzeusz i członek Sanhedrynu był dobrze wykształcony w Prawie Mojżeszowym oraz tradycji żydowskiej, co oznaczało, że jego sposób myślenia opierał się na głęboko zakorzenionych zasadach religijnych i prawnych. Dla Nikodema świat był przewidywalny i uporządkowany według znanych mu reguł. Wiara w jedynego Boga łączyła się ściśle z przestrzeganiem Prawa, a duchowość wyrażała się w konkretnych normach i obrzędach. To, co święte, było wyraźnie oddzielone od tego, co świeckie, a zbawienie wydawało się kwestią wierności przepisom religijnym.
Jako faryzeusz i „dostojnik żydowski” zajmował wysoką pozycję społeczną, należąc do elitarnej warstwy wpływowych uczonych w Piśmie. Cieszył się szacunkiem i autorytetem, będąc biegłym w interpretacji Prawa Mojżeszowego (J 3,1). Pełnił funkcję członka Sanhedrynu, najwyższego organu kierującego życiem religijnym i prawnym całego narodu żydowskiego (J 7,50). Oprócz wpływów i wiedzy Nikodem posiadał również wielkie bogactwo. Ewangelia wspomina, że po śmierci Jezusa przyniósł ogromną ilość wonności do Jego namaszczenia (J 19,39), co świadczyło o jego znacznych zasobach finansowych. Nikodem był więc postacią niezwykle znaczącą, kimś, kto łączył w sobie wiedzę, władzę i bogactwo. Jednak jego historia pokazuje, że mimo tej pozornej pewności i stabilności, w jego sercu tliły się pytania i pragnienia, które doprowadziły go do nocnego spotkania z Jezusem.
„Fakt jego przynależności do faryzeuszy jest bardzo istotny dla zrozumienia opisywanego przez Jana przebiegu wydarzeń. Faryzeusze bowiem, w przeciwieństwie do Saduceuszy, starali się być wierni dziedzictwu wiary swego narodu. Przestrzegali przepisów Prawa, przechowywali naukę Pisma interpretując je tak, jak zawsze dotychczas było interpretowane i, co najważniejsze, wierzyli w przyjście obiecanego przez proroków Mesjasza – Wybawiciela. Właściwie ich zasługą było, że Świątynia była ciągle miejscem, gdzie Izrael «kontaktował się» z Bogiem składając Mu ofiary, korząc się za przewinienia, prosząc o ziszczenie Obietnicy… Saduceusze dryfowali w kierunku coraz większego zeświecczenia, faryzeusze pozostali wierni Bogu Jahwe – na tyle, na ile rozumieli Pisma” (M. Szamot).
Nikodem przychodzi do Jezusa w nocy (J 3,1-21), co może symbolizować jego pragnienie odkrycia prawdy w ciszy, w intymności, poza zgiełkiem codziennego życia. Być może Nikodem obawia się, co powiedzą inni. A może jeszcze nie jest gotów, by jego poszukiwania stały się jawne? Noc w Biblii często symbolizuje niewiarę, wątpliwości, zagubienie. Noc Nikodema to coś więcej niż tylko pora dnia. To tajemnicza przestrzeń duchowej walki. Noc osłania pytania, których nie ośmielamy się wypowiedzieć w świetle dnia. To moment, gdy człowiek zostaje sam ze swoim sumieniem, bez masek i społecznych konwenansów. To właśnie w nocy Nikodem odnajduje Jezusa, który jest „Światłością świata”.
Jeden z najwybitniejszych znawców Ewangelii św. Jana – Raymond E. Brown – zwraca uwagę, że Nikodem przechodzi na kartach Ewangelii drogę odwrotną niż Judasz. Idzie od ciemności do światła, podczas gdy Judasz od światła bycia uczniem zmierza ku ciemności zdrady i rozpaczy. Zestawienie tych dwóch postaci ukazuje dwa zupełnie różne typy relacji z Jezusem. Nikodem rozpoczyna swoją wędrówkę od nocy – nie tylko w sensie dosłownym, ale i duchowym. Przychodzi do Jezusa w ciemności, być może z lękiem i wątpliwościami, ale ze szczerym pragnieniem poznania prawdy. Nie rozumie jeszcze w pełni nauki Mistrza z Nazaretu, ale jej nie odrzuca. Wchodzi w proces, w którym wiara stopniowo kiełkuje i dojrzewa. Z czasem jego postać wyłania się z cienia – widzimy go broniącego Jezusa wobec Sanhedrynu, aż w końcu staje w pełnym świetle, przynosząc mirrę i aloes na pogrzeb Zbawiciela. Nikodem, który początkowo nie rozumiał tajemnicy nowego narodzenia, w końcu odnajduje swoje nowe życie w Chrystusie.
Judasz natomiast rozpoczyna swą drogę od światła – jest wybrany i powołany przez Jezusa, słucha Jego nauki, doświadcza wielu cudów, należy do grona apostołów. Jednak w jego sercu powoli gaśnie światło i zaczyna królować ciemność tak wielka, że wchodzi w niego szatan (J 13,27)[2]. Judasz dopuścił się radykalnego odwrócenia – zamiast wchodzić coraz głębiej w światło prawdy i karmić się miłością Jezusa, zamknął się w ciemności pychy, chciwości i ostatecznej zdrady. Choć przez trzy lata był blisko Mistrza, słuchał Jego nauk, widział cuda i doświadczył Jego miłości, nie pozwolił, aby ta bliskość przemieniła jego serce. Zamiast oddać się Jezusowi w zaufaniu, coraz bardziej ulegał własnym ambicjom, rozczarowaniu i pragnieniu materialnych korzyści. Jego zdrada nie była nagłym impulsem, lecz procesem stopniowego odwracania się od światła. Najpierw rodzi się w nim wątpliwość, potem cynizm, aż w końcu pozwala, by chciwość i zawiedzione oczekiwania doprowadziły go do zdrady Jezusa za trzydzieści srebrników. Judasz nie dostrzega miłosierdzia, które Jezus oferuje mu do samego końca, nawet podczas Ostatniej Wieczerzy. Opuszcza Wieczernik nocą, a ta noc nie jest tylko porą dnia, ale obrazem stanu jego duszy – pogrążonej w mroku grzechu i oddzielonej od Boga. Wybór ciemności staje się jego ostateczną decyzją, ponieważ zamiast powrócić do Jezusa i przyjąć Jego przebaczenie, zamyka się w rozpaczy. Nie potrafi uwierzyć, że miłość Boga jest większa niż jego zdrada i grzech.
Każdego dnia stajemy przed wyborem: czy iść drogą nadziei Nikodema, stopniowo wychodząc ku światłu, czy poddać się beznadziei Judasza, schodząc coraz głębiej w ciemność? To nie jest jednorazowa decyzja, lecz proces, który dokonuje się w nas nieustannie przez codzienne myśli, słowa, wybory, relacje. Droga Nikodema to ścieżka człowieka poszukującego prawdy i miłości. To droga tych, którzy mają pytania, wątpliwości, ale nie odwracają się od Jezusa tylko zbliżają się do Niego, choć może jeszcze w ukryciu, z lękiem, pod osłoną nocy. To postawa tych, którzy nie zawsze rozumieją Boże działanie, ale są gotowi słuchać, pozwolić się prowadzić i dojrzewać w wierze. To wybór tych, którzy krok po kroku uczą się coraz bardziej ufać Bogu. Droga Judasza jest natomiast drogą tych, którzy pozornie są blisko Jezusa, ale w sercu zaczynają się od Niego oddalać. Nie musi to być od razu dramatyczny akt zdrady – może to być codzienna obojętność, zgorzknienie, brak ufności, chowanie urazy, stopniowe zamykanie się na Bożą łaskę. Judasz był uczniem, ale zamiast powierzyć swoje niezrozumienie i rozczarowania Jezusowi, pozwolił, by w jego sercu zapanowała ciemność. To postawa tych, którzy bardziej niż Bogu ufają własnym kalkulacjom, którzy szukają swoich korzyści kosztem prawdy i miłości. Nikodem zaczynał w nocy, ale powoli wchodził w światło i ostatecznie staje przy Jezusie nawet w godzinie Jego śmierci. Judasz zaczynał od światła, ale jego wybory sprawiły, że pogrążył się w ciemności rozpaczy. Każdy dzień to nowa okazja, by wybrać drogę Nikodema – drogę zbliżania się do Boga, nawet jeśli to wymaga czasu i odwagi. Światło Chrystusa nie oślepia, ale delikatnie prowadzi tych, którzy chcą podążać za prawdą.
Narodzić się na nowo
Nikodem, człowiek wykształcony w Prawie, rozpoczyna rozmowę z Jezusem od szczerej deklaracji: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim” (J 3,2). Jego słowa zdają się świadczyć o intelektualnej uczciwości, o uznaniu wyjątkowości Mistrza z Nazaretu. „Wyznanie Nikodema na pewno sprawiło Jezusowi radość. Było ono dla Niego tym cenniejsze, iż przyjdzie Jezusowi ze strony faryzeuszy usłyszeć nikczemny zarzut, że «ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy» (Mk 3,22). Doprawdy, w zestawieniu z narastającą wrogością wielu faryzeuszów i uczonych w Piśmie – Nikodem jawi się jako ktoś wyjątkowy, kto wzbudza nasze uznanie” (K. Osuch). W tym wyznaniu Nikodema widać również granice ludzkiego poznania, które dostrzega znaki, ale nie jest jeszcze zdolne przeniknąć ich istoty. Nikodem przychodzi z gotową konkluzją, jakby niepojętą naturę Boga można było zamknąć w logiczne twierdzenie, w zdanie kończące się kropką.
Jezus jednak nie pozwala Nikodemowi pozostać w tej strefie komfortu. Odpowiada nie według ludzkiej logiki, lecz w sposób, który burzy dotychczasowe schematy myślenia: „Jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 3,3). Słowa Chrystusa jawią się jako brama wiodąca do nowej, duchowej rzeczywistości królestwa Bożego, które Nikodem dotąd oglądał jedynie w przyćmionym świetle ludzkiej mądrości. Jego rozumienie prawd Bożych było jak spojrzenie przez matową szybę – pełne intuicji, a jednak nieostre, rozproszone w cieniu ograniczonego poznania. Dlatego Zbawiciel objawia mu konieczność wewnętrznego odrodzenia. Nikodem, mąż wierny Prawu, stoi przed tajemnicą, która wymaga od niego nie tyle zrozumienia, ile zawierzenia, gotowości do przyjęcia prawdy większej niż jego dotychczasowe pojęcia. Jezus mówi bowiem o narodzeniu, które nie dokonuje się według praw biologii, lecz jest dziełem Ducha Świętego. Jest to narodzenie do nowego sposobu istnienia, do uczestnictwa w Bożym życiu, które przewyższa ludzkie plany i pragnienia. Nikodem, choć początkowo zdezorientowany, zostaje zaproszony do drogi wiary, do przejścia od tego, co widzialne i ziemskie, do tego, co niewidzialne i niebieskie. To, co wydaje się paradoksem dla ludzkiego rozumu, staje się rzeczywistością dla tych, którzy pozwolą prowadzić się Duchowi Świętemu, rodząc się na nowo „z wody i z Ducha” (J 3,5), by ujrzeć i posiąść Królestwo Boże.
W odpowiedzi Nikodema pobrzmiewa nuta zdziwienia, a nawet wewnętrznego oporu: „Jakże się może człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” (J 3,4). „Nikodem broni się przed słowem Jezusa, ponieważ przeczuwa, że domaga się czegoś radykalnego od jego życia, które powoli się kończy. Nikodem swoim stwierdzeniem jakby kłóci się z Jezusem. «Nie, tylko nie to. To jest dla mnie niemożliwe. Ja jestem już starcem. Jestem za stary na takie oczyszczenie, na takie przeobrażenie, na tak radykalną zmianę w świecie mojej wiary i powołania». O co chodzi w tej wymianie zdań? Jezus dotknął czegoś bardzo ważnego w życiu Nikodema […]. Punktem wyjścia jest wydarzenie, którego Nikodem prawdopodobnie był świadkiem i które być może pchnęło go ostatecznie do rozmowy z Jezusem. Chodzi o reakcję Jezusa w świątyni, z której wyrzucił handlarzy […]. Oto pojawia się w świątyni jakiś Nauczyciel z grupką uczniów i wypowiada słowa, w których mówi o szczególnej zażyłości z Bogiem, nazywa Go swoim Ojcem. Konflikt sięga apogeum, gdy słyszą «zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo» (J 2,19). Te słowa wstrząsnęły faryzeuszami – filarami tradycyjnej pobożności. Przeczuwają, że w ich świątyni pojawia się nagle ktoś, kto zmienia porządek rzeczy; przesuwa punkt ciężkości w ich wizji przeżywania wiary. Zmienia porządek wartościowania w świecie ustalonych przez nich zasad. Świątynia była centrum religijnym wszystkich Żydów. Tymczasem Jezus wyraźnie relatywizuje wartość tego miejsca. Centralna staje się relacja z samym Bogiem, i to relacja dziecko – Ojciec” (K. Wons).
Tak jak narodziny cielesne wprowadzają człowieka w doczesność, tak nowe narodzenie wprowadza go w wieczność – w życie z Boga i w Bogu. Zaproszenie Chrystusa staje się więc dla Nikodema momentem próby, wezwaniem do przekroczenia granic własnych pojęć i przyjęcia daru, który nie pochodzi z ludzkiego wysiłku, lecz z tajemniczej i odnawiającej łaski Ducha Świętego. Tylko ten, kto pozwoli, by Duch go przemienił, nie tylko dostąpi oglądania królestwa Bożego, lecz także w nim zamieszka, stając się dzieckiem Bożym i uczestnikiem życia samego Boga.
Woda i Duch są znakami sakramentu chrztu, który nie jest jedynie rytualnym obmyciem, lecz mistycznym zanurzeniem w nową rzeczywistość łaski i uczestnictwa w życiu samego Boga. To nie tylko symboliczny akt, lecz brama otwierająca duszę na świat Bożego światła, na prawdę, która przenika serce i kształtuje je na wzór Syna. Duch Święty, który jest zarówno Duchem Ojca, jak i Duchem Chrystusa, wnika w głębię człowieka, dokonując w nim wewnętrznej odnowy. W Nim człowiek staje się nowym stworzeniem, dzieckiem Bożym zrodzonym nie według ciała, lecz według Bożego zamysłu. To przez moc Ducha Świętego zostajemy wprowadzeni w tajemnicę paschalną Chrystusa i w komunię miłości, w której Ojciec i Syn trwają w niepojętej jedności. Przez chrzest Bóg zamieszkuje w nas, my zamieszkujemy w Nim, otoczeni czułością Jego obecności, przeniknięci świętością, która czyni nas zdolnymi do widzenia rzeczywistości oczyma wiary.
Jednak dla Nikodema, uczonego w Piśmie, lecz ukształtowanego według ziemskich kategorii, ta rzeczywistość wciąż jawi się jako niepojęty horyzont. Jego rozumienie, związane z porządkiem doczesnym, z trudem ogarnia głębię tajemnicy narodzenia z wysoka. Chrzest nie jest bowiem sprawą ludzkiego działania, lecz dziełem samego Boga, który tchnieniem swego Ducha przekształca serca i powołuje człowieka do istnienia w nowym porządku – w królestwie niebieskim, którego logika wykracza poza ramy tego świata.
Nikodem jawi się jako człowiek pewny siebie, znawca Prawa i autorytet w sprawach religijnych. Jednak spotkanie z Jezusem staje się dla niego wyzwaniem, które podważa jego dotychczasowe przekonania. Jego pytanie: „Jak to może się stać?” nie jest jedynie wyrazem braku zrozumienia, lecz symbolem duchowego przełomu. To, co wydawało się oczywiste, nagle staje pod znakiem zapytania. Ironia tej sytuacji polega na tym, że ten, który sądził, iż wie wszystko, odkrywa swoją niewiedzę. Jezus, odpowiadając: „Ty jesteś nauczycielem Izraela i tego nie wiesz?” (J 3,10), nie upokarza Nikodema, ale otwiera przed nim drogę do prawdziwego poznania, które nie opiera się na samej erudycji, lecz na otwartości na tajemnicę Bożego działania. Prawdziwa mądrość nie zaczyna się od pewności, lecz od uznania własnej niewiedzy i zależności od Boga. Nikodem, wbrew swoim oczekiwaniom, nie spotyka się z potwierdzeniem swoich poglądów, lecz z wezwaniem do przemiany myślenia. To właśnie w tym momencie, w stanie zadziwienia i poszukiwania, rozpoczyna się jego autentyczna droga duchowa.
Najbardziej wymownym fragmentem Starego Testamentu łączącym wodę i Ducha jest proroctwo Ezechiela: „Pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was ze wszystkich waszych nieczystości oraz ze wszystkich waszych bożków” (Ez 36,25-26). To proroctwo mówi o obmyciu wodą, które nie jest tylko zewnętrznym rytuałem, lecz głęboką, wewnętrzną przemianą. Zapowiada dar nowego serca i nowego Ducha, czyli przemianę, jaką Bóg sam dokonuje w człowieku. Nikodem zapewne znał ten tekst i mógł kojarzyć go z obietnicą mesjańskiego odrodzenia Izraela. Jednak Jezus wskazuje mu, że to odrodzenie nie jest tylko przeznaczone dla narodu wybranego, lecz staje się dostępne przez wiarę dla każdego człowieka.
Nikodem, jako znawca Prawa, powinien dostrzec, że Jezus mówi o czymś więcej niż tylko o dosłownych narodzinach. Mimo to nie przyszło mu do głowy, że narodzenie na nowo jest konieczne także dla Żyda, człowieka należącego do narodu wybranego. Przekonanie o własnej przynależności do ludu Bożego sprawiało, że nie widział potrzeby radykalnego nawrócenia. Być może sądził, że wystarczy mu jego dotychczasowe życie, pozycja społeczna i pobożne uczynki. Nie przypuszczał, że prawdziwa wiara Izraela nie polega na przywiązaniu do form i obrzędów, ale na całkowitym oddaniu się Bogu i przyjęciu Jego łaski. Słowa Jezusa wstrząsają fundamentami jego myślenia. Nie wystarczy przynależność do narodu wybranego, nie wystarczy formalna religijność – konieczna jest wewnętrzna przemiana, nowe narodzenie z wody i Ducha. Nikodem, jak każdy z nas, musi zdecydować, czy pozwoli, aby Boże światło przeniknęło jego serce i uczyniło go nowym człowiekiem.
Nowe narodziny, nie są dziełem ciała, ale owocem działania Ducha Świętego. Człowiek, pozostając jedynie w granicach swej cielesności, skazany jest na przemijalność, ułomność, grzeszność i ostatecznie śmierć. Ciało zrodzone z ciała nie może samo w sobie nosić znamion życia wiecznego. Jezus zaprasza Nikodema do wejścia w nową egzystencję, przemianę ontologiczną, w której człowiek nie polega już na własnych siłach, lecz otwiera się na działanie Ducha Świętego. To On sprawia, że nasze życie nie jest już tylko doczesnym pielgrzymowaniem, lecz wędrówką ku wieczności. Duch Święty udziela nam nowego istnienia, w którym przestajemy być więźniami własnej słabości, a zaczynamy uczestniczyć w życiu samego Boga.
Chrystus wskazuje nam drogę ku tej przemianie: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16). Słowo Wcielone staje się bramą do nowego życia. Bóg, który jest samą miłością, pochyla się nad człowiekiem i przygarnia go do swego serca. W Nim każdy z nas znajduje swoje miejsce i jest ogarnięty Jego bezgraniczną miłością, która udziela się w pełni w Jezusie Chrystusie. Nowe narodzenie w Duchu nie jest więc wyłącznie moralnym odnowieniem, nie jest jedynie poprawą naszego dotychczasowego życia, ale całkowitą przemianą, nowym stworzeniem w Chrystusie. Jest darem, który trzeba przyjąć z pokorą i otwartością serca. Duch Święty dokonuje w nas tej przemiany, wprowadzając nas w tajemnicę Bożego dziecięctwa, w życie, które nie zna już granic śmierci, ale trwa w wiecznym zjednoczeniu z Ojcem.
„Nie wystarczy, że nazywasz się pobożnym katolikiem, że chodzisz do kościoła, że prowadzisz tak zwane porządne życie. To wszystko nie wystarczy, aby wejść do królestwa Bożego. To zresztą i ciebie nie zadowala. Bo czy ostatecznie nie pragniesz tego, żeby być blisko Boga, żeby Bóg był dla ciebie nie jakąś mglistą ideą, frazesem, abstrakcją, ale Bogiem żywym, głęboko wchodzącym w twoje życie. Chciałbyś rozmawiać z Nim jak przyjaciel z przyjacielem, jak z Kimś, Kto jest «Ty» dla twojego «ja», dla którego twoje «ja» istnieje. Ty chcesz wejść do królestwa Bożego, spotkać miłość niekłamaną, nieobłudną. Chcesz spotkać rzeczywistość, która się nie rozwieje, na której wszystko możesz oprzeć. Pragniesz królestwa Bożego. I oto przychodzi odpowiedź: Jeżeli się nie narodzisz powtórnie, nie wejdziesz do królestwa Bożego. Nic ci nie pomoże. Trzeba się narodzić z wody i z Ducha Świętego” (F. Blachnicki).
Jezus, zwracając się do Nikodema, objawia mu rzeczywistość, która przekracza ludzkie pojmowanie. Jego słowa: „I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego” (J 3,13), nie są jedynie stwierdzeniem faktu, lecz odsłonięciem głębokiej prawdy o Jego tożsamości i misji. Chrystus jako odwieczne Słowo Ojca nie jest zwykłym nauczycielem objawiającym Bożą wolę, ale Kimś, kto sam pochodzi od Boga i który sam jest Bogiem. On nie mówi o niebie jako ktoś, kto je sobie wyobraża, lecz jako Ten, który je zna, który w nim trwa odwiecznie. W Nim niebo i ziemia spotykają się w niepojętej tajemnicy Wcielenia: Bóg staje się człowiekiem, aby człowiek miał udział w życiu Boga. Niebo nie jest miejscem, do którego człowiek wspina się własnym wysiłkiem duchowym, lecz rzeczywistością, do której zostaje wprowadzony przez Tego, który zstąpił z wysokości i przyszedł, aby nas zbawić.
Tym, który narodził się z Ducha, jest właśnie Jezus. Nikodem musi zdać sobie sprawę, że nie da się kontrolować osoby Jezusa. Przyjmuje swoją niewiedzę, nie czuje się urażony. Jako dobry nauczyciel, potrafi stać się uczniem, otwiera się na naukę Mistrza z Nazaretu. Stary znawca prawa, stając przed młodym i niezwykłym kaznodzieją, czuje się zafascynowany i bezbronny. Jego dotychczasowe przekonania upadają i Nikodem zaczyna się zmieniać, czyli rodzi się na nowo. Ufając Jezusowi, wychodzi na światło, rodzi się do życia w Duchu Świętym.
Wywyższyć Syna Człowieczego
Jezus w rozmowie z Nikodemem odwołuje się do wydarzenia z Księgi Liczb (Lb 21,4-9), ukazując jego głębokie, mesjańskie znaczenie: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (J 3,14-15). Symbolika węża w Piśmie Świętym jest wielowymiarowa. Od samego początku, zarówno w Księdze Rodzaju, jak i w Apokalipsie, jest on utożsamiany z kusicielem wiodącym człowieka do grzechu. W Apokalipsie zostaje nazwany „Wężem starodawnym, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię” (Ap 12,9), co jednoznacznie wskazuje na jego negatywną rolę w dziejach ludzkości. Wąż pojawia się także w Księdze Liczb w zupełnie innym kontekście. Gdy Izraelici, zmęczeni trudami wędrówki przez pustynię, zaczęli szemrać przeciwko Bogu i Mojżeszowi, tęskniąc za wygodami niewoli egipskiej, Bóg zesłał na nich węże o palącym jadzie. Wiele osób padło ich ofiarą, a lud w swoim cierpieniu dostrzegł w tym wydarzeniu konsekwencję własnego buntu. Pełni skruchy zwrócili się do Mojżesza z błaganiem: „Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże” (Lb 21,7). Na prośbę Mojżesza Bóg nie usuwa jadowitych węży, ale nakazuje coś, co może wydawać się paradoksalne – poleca sporządzić wizerunek węża i umieścić go na wysokim palu. Każdy, kto zostanie ukąszony, gdy spojrzy na węża z miedzi, pozostanie przy życiu. Wywyższony wąż stanowi zapowiedź przyszłego zbawienia. „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem” (J 8,28). Podobnie jak w czasach Mojżesza Izraelici musieli spojrzeć na wywyższonego węża, by otrzymać uzdrowienie, tak też ludzie będą musieli spojrzeć na wywyższonego na krzyżu Chrystusa, by dostąpić zbawienia. W ten sposób symbol węża, który dotąd kojarzył się wyłącznie z grzechem i śmiercią, nabiera nowego, zbawczego znaczenia – staje się figurą odkupienia i życia wiecznego.
„W Ewangelii św. Jana Jezus utożsamia się z miedzianym wężem. Kto zwróci się ku Chrystusowi wiszącemu na krzyżu, ten będzie ocalony. Wystarczy podnieść oczy ku górze. To interesująca sugestia. Malkontenctwo nie jest nieuleczalną chorobą. Najpierw trzeba ponieść na sobie jego konsekwencje – ukąszenie węża, zatruwające cały organizm. Potem trzeba przekonać się, że ta droga prowadzi donikąd, bo w gruncie rzeczy podtrzymuje w nas lęk i nieufność. Spojrzenie na Jezusa to specyficzna odtrutka, polegająca na odwróceniu uwagi od siebie, a skierowanie jej na Ukrzyżowanego” (D. Piórkowski).
Wywyższenie Jezusa nie zatrzymuje się na krzyżu. Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie są dopełnieniem tej tajemnicy. Jezus zostaje wywyższony w chwale Ojca, otwierając nam drogę do życia wiecznego. Jego zwycięstwo nad śmiercią daje nam nadzieję, że każde nasze cierpienie, zranienie, upadek mogą prowadzić do chwały, jeśli zostaną przeżyte w jedności z ukrzyżowanym Panem. Wezwanie do spojrzenia na wywyższonego Chrystusa jest zaproszeniem do wiary. Współczesny człowiek często odrzuca cierpienie, traktując je jako przeszkodę w osiągnięciu szczęścia. Jezus pokazuje, że właśnie przez krzyż dokonuje się nasze zbawienie. Każdy trud, każde wyrzeczenie może mieć sens, jeśli zostanie przyjęte w duchu miłości i ofiary. Spojrzenie na Ukrzyżowanego nie tylko ocala, ale także przemienia, prowadząc do życia w światłości i pełni miłości Bożej.
„Dlatego właśnie świat potrzebuje krzyża. Krzyż nie jest tylko prywatnym symbolem religijnym lub odznaką, wskazującą na przynależność do pewnej grupy w społeczeństwie. Krzyż, w swym najgłębszym wymiarze, nie ma nic wspólnego z narzucaniem na siłę jakiegoś credo czy filozofii. Mówi o nadziei, mówi o miłości, mówi o pokonaniu ucisku bez używania przemocy, mówi o Bogu podnoszącym maluczkich, umacniającym słabych, usuwającym podziały i zwyciężającym nienawiść miłością. Świat bez krzyża byłby światem bez nadziei, bezkarnie szalałyby w nim przemoc i okrucieństwo, słabi byliby wyzyskiwani, a ostatnie słowo należałoby do chciwości. W takim świecie nieludzkie traktowanie jednego człowieka przez drugiego przybrałoby najbardziej przerażające formy i nic nie zdołałoby przerwać błędnego koła przemocy. Tylko krzyż kładzie jej kres. Chociaż żadna ziemska siła nie może nas uratować przed skutkami naszych grzechów ani pokonać niesprawiedliwości u jej źródła, to przecież zbawcza interwencja naszego miłującego Boga przemieniła rzeczywistość grzechu i śmierci w ich przeciwieństwo. To właśnie czcimy, kiedy otaczamy chwałą krzyż naszego Odkupiciela” (Benedykt XVI).
Krzyż Jezusa został nam dany jako klucz otwierający bramy utraconego raju, jako znak nadziei i droga do zbawienia. Gdy patrzymy na niego z wiarą, staje się dla nas nie tylko symbolem cierpienia, ale przede wszystkim światłem, które rozprasza mroki zwątpienia i grzechu. Odsłania prawdę, obnażając wszelkie podstępy złego ducha, i wskazuje nam drogę do życia w blasku Bożej miłości. W krzyżu kryje się tajemnica zwycięstwa przez bezinteresowny dar z siebie, przez umieranie i przebaczenie. Krzyż przypomina, że przez ofiarę Chrystusa ciemność nie ma ostatniego słowa, a światło łaski prowadzi nas ku wieczności.
Nikodem prawdopodobnie nie odszedł od Jezusa zasmucony, jak bogaty młodzieniec, który nie potrafił rozstać się ze swoim majątkiem. Jego serce, choć pełne pytań, zdawało się otwierać na światło, które Chrystus przed nim roztaczał. Być może nie wszystko zrozumiał od razu, ale zaczynał składać w całość to, co dotąd znał, i to, co dopiero odkrywał. Jego serce, zakorzenione w Prawie i Prorokach, stopniowo zaczynało otwierać się na ewangeliczne światło.
Odwaga wśród przeciwności
Pierwsze owoce Dobrej Nowiny, którą Nikodem przyjął w nocnej rozmowie z Jezusem, dojrzewają niczym ziarno zasiane w tajemnicy ludzkiego serca – ukryte, lecz żywe. Przemiana Nikodema staje się widoczna w przestrzeni napiętej debaty, w której kapłani i faryzeusze, poruszeni słowami i czynami Chrystusa, próbują określić Jego tożsamość (J 7,45-53). To nie jest już spokojne spotkanie przy blasku oliwnej lampy, lecz burzliwa konfrontacja światła z ciemnością, prawdy z uprzedzeniem, łaski z zatwardziałością serc.
Nauka Jezusa o Jego Boskim posłannictwie oraz odważne oskarżenie przywódców żydowskich o duchową ślepotę i nieznajomość Boga wywołały wśród nich gwałtowny sprzeciw. Jednak jeszcze większy niepokój budziło w nich poruszenie, jakie ogarniało lud. Wystąpienia Jezusa stawały się źródłem podziałów i fermentu, co w oczach Sanhedrynu groziło niebezpiecznymi rozruchami, mogącymi sprowokować rzymską interwencję. Aby stłumić rodzące się napięcie, podjęli decyzję o pojmaniu Jezusa i postawieniu Go przed Wysoką Radą. Wysłali strażników świątynnych, by dokonali aresztowania, lecz ci – poruszeni Jego słowami i ujęci niezwykłą mocą nauczania – nie potrafili wypełnić rozkazu.
W tym napiętym momencie na scenę wkracza Nikodem. Pośród narastającej wrogości i żądzy potępienia przypomina podstawową zasadę prawa: nikt nie może zostać skazany, zanim nie zostanie wysłuchany. Jego pytanie: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?” (J 7,51) wybrzmiewa jak głos rozsądku wśród fali uprzedzeń. Choć spotyka się z szyderstwem i lekceważeniem, jego interwencja sprawia, że Sanhedryn powstrzymuje się od natychmiastowego działania. Nikodem, który dotąd pozostawał w ukryciu, powoli odsłania swoją wewnętrzną przemianę. Nie jest jeszcze otwartym uczniem Chrystusa, lecz już nie może milczeć. Jego serce, poruszone światłem Ewangelii, stopniowo odchodzi od mroku lęku i ostrożności, by zbliżyć się do prawdy, która w pełni objawi się pod krzyżem.
Święto Namiotów, które stanowi kontekst tej sceny, było czasem radości i wspomnienia Bożej opieki na pustyni. Tymczasem duchowa pustynia faryzeuszów i kapłanów ujawnia się w ich zamknięciu na Mesjasza, który stanął pośród nich. Nikodem, członek Sanhedrynu, staje wobec swoich współbraci w wierze jako ten, który nie pozwala, by prawo zostało wypaczone w imię uprzedzeń i niechęci. Jego głos, choć delikatny, staje się znakiem wewnętrznej przemiany – już nie tylko pyta, ale również broni sprawiedliwości, nie tylko słucha, ale i podejmuje ryzyko sprzeciwu. Jest to moment, w którym wiara Nikodema zaczyna rodzić owoce, a osobista relacja z Jezusem skłania go do publicznego zaangażowania. Nikodem nie jest jeszcze otwartym wyznawcą Chrystusa, ale jego serce skłania się ku Niemu z większą odwagą – jest to krok w stronę światła, które w pełni rozbłyśnie pod krzyżem i przy grobie Zbawiciela.
Reakcja faryzeuszy na słowa Nikodema jest pełna pogardy: „Czy i ty jesteś z Galilei?” (J 7,52)[3]. Nikodem zostaje oskarżony o ignorancję i wezwany do lepszego studiowania Pisma. Widać tu wyraźny kontrast między myśleniem faryzeuszy a postawą Nikodema. Można przypuszczać, że coraz bardziej czuł się „nie na miejscu” w swojej grupie, nie odnajdywał się w postawie swoich współbraci – tak jednostronnej, pełnej uprzedzeń i zamkniętej na dialog oraz słuchanie nowości, którą głosił Jezus. Mimo to Nikodem nie decyduje się jawnie zdystansować od jednomyślnej opinii swojej grupy. Unika dwuznacznych wypowiedzi – być może po to, by nie narazić swojej pozycji i nie zaostrzać napięcia wobec Jezusa wśród żydowskich przywódców.
Wiara, która działa przez miłość
Nikodem pojawia się po raz trzeci w Ewangelii św. Jana po śmierci Jezusa (J 19,38-42). Wraz z Józefem z Arymatei przygotowuje ciało Jezusa do pochówku. Jego rola w tym momencie jest nie tylko praktyczna, ale również symboliczna. Nikodem, który wcześniej miał wiele pytań, teraz staje się świadkiem ofiary Jezusa na krzyżu. Jego czynności – przygotowanie ciała Zbawiciela do pochówku z pełnym szacunkiem i oddaniem wyrażają jego wewnętrzną przemianę, przejście od niezrozumienia do akceptacji tajemnicy Chrystusa.
Nikodem pojawia się w miejscu, gdzie – według ludzkiej logiki – wszystko się skończyło: przy grobie Jezusa. W przeciwieństwie do Apostołów, którzy w strachu rozproszyli się, on stoi u boku Józefa z Arymatei i jawnie przyznaje się do swojego Mistrza. Nie ukrywa się już pod osłoną nocy, nie przemawia z dystansu, ale odważnie działa. A robi to w chwili, gdy po ludzku nie ma już żadnej nadziei, gdy Jezus wydaje się pokonany, a Jego misja zakończona w grobie.
Nikodem przynosi ze sobą niezwykle hojną ofiarę: sto funtów mirry i aloesu[4]. To gest nie tylko szacunku, ale i miłości – oddanie, którego nie widać było wcześniej. Paradoksalnie, w godzinie śmierci Jezusa, kiedy wszystko wydaje się stracone, jego wiara wychodzi z ukrycia i staje się widoczna dla innych. Ten, który wcześniej bał się pokazać wśród uczniów Jezusa, teraz nie boi się stanąć przy Nim w obliczu śmierci. Przy grobie Jezusa, umiera dawny Nikodem – pełen lęku, rozdarcia i pytań. Rodzi się nowy człowiek, nie według ciała, ale według Ducha (J 3,8). Słowa, które usłyszał od Mistrza z Nazaretu w tamtą noc, wreszcie wypełniają się w jego życiu. Kiedyś myślał, że to on szuka prawdy, że to on wyruszył na poszukiwanie światła. Teraz rozumie, że to Prawda i Światło szukały jego. Sądził, że jako nauczyciel Izraela jest tym, który prowadzi innych do Boga, ale teraz widzi, że to Bóg zawsze prowadzi pierwszy. Taka jest też droga wiary każdego z nas. Myślimy, że to my szukamy Boga, podczas gdy to On od początku szuka nas. Uważamy, że to my Go odnajdujemy, a w rzeczywistości to On pierwszy znajduje nas – tam, gdzie byśmy się tego najmniej spodziewali, nawet u stóp własnego krzyża.
„Niektóre manuskrypty hebrajskie sugerują, że Nikodem idąc z ciałem Jezusa do grobu, płakał. Nie wspomina o tym Ewangelia, więc to przypuszczenie. Może jego łzy to również znak pokuty, że nie udało mu się powstrzymać Sanhedrynu przed skazaniem Jezusa na śmierć? Może żałował, że podczas procesu Jezusa zabrakło mu odwagi? W każdym razie, Jezus został pochowany i zmartwychwstał w grobie swego ucznia. Wcześniej namaszczony przez kobietę w Betanii, po śmierci przez dwóch bogatych mężczyzn, którzy w ten sposób okazali Mu miłość. Czy to nie wspaniały znak? Grób każdego chrześcijanina nie jest miejscem królowania śmierci, chociaż zewnętrznie tak wygląda. To miejsce zwycięstwa. Tam jest już Zmartwychwstały” (D. Piórkowski).
Obrzęd namaszczenia ciała wonnościami nawiązuje do królewskiego pogrzebu, który w tradycji żydowskiej był wyrazem najwyższego szacunku wobec zmarłego. Ten gest, dokonany przez Nikodema i Józefa z Arymatei, ma głębokie znaczenie symboliczne – ukazuje, że choć ci dwaj mężczyźni nie towarzyszyli Jezusowi w chwili Jego triumfalnego wjazdu do Jerozolimy, kiedy tłumy witały Go jako Króla Izraela, teraz, w chwili Jego śmierci, oddają Mu cześć jako prawdziwemu Królowi. Jest to jednak królestwo inne niż ziemskie monarchie – to panowanie, które realizuje się przez bezinteresowną służbę, dar z siebie, cierpienie i miłość aż do końca. Jezus króluje nie z tronu, lecz z krzyża, a Jego śmierć staje się aktem największego królewskiego daru – oddania życia za swój lud. Namaszczając Jego ciało wonnościami, Nikodem i Józef nie tylko wypełniają tradycyjny żydowski zwyczaj, ale także uznają w Jezusie Króla, którego panowanie nie kończy się w grobie, lecz prowadzi do zmartwychwstania i chwały.
Doświadczenie Nikodema, przedstawione na kartach Ewangelii jako duchowa wędrówka, ukazuje stopniowy proces dojrzewania wiary, analogiczny do tajemnicy poczęcia i narodzin. Jest to mistagogiczna droga, w której człowiek, prowadzony przez Bożą łaskę, przechodzi od niepewności ku światłu objawienia, od lęku ku pełni życia w prawdzie. Ta wewnętrzna dynamika ukazuje, że przejścia z ciemności do światła, od niepewności do zaufania, od ukrycia do otwartości nie są ani automatyczne, ani łatwe – wymagają czasu, duchowej walki i otwarcia serca na Boże działanie. Ten proces wewnętrznej przemiany osiąga punkt kulminacyjny pod krzyżem, który staje się dla Nikodema momentem duchowych narodzin. Jego wiara, wcześniej skryta i nieśmiała, dojrzewa do pełnego świadectwa. Już nie lęk, lecz miłość każe mu przyjść i oddać hołd Ukrzyżowanemu, a tym samym objawić swoje prawdziwe oblicze ucznia Jezusa.
W ten sposób Nikodem staje się ikoną duchowego wzrastania, które nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem wymagającym czasu, Bożej łaski i gotowości do zmiany myślenia. Jego historia pokazuje, że narodziny z Ducha to nie tylko chwilowe doświadczenie, ale wezwanie do nieustannego pogłębiania relacji z Chrystusem, do wytrwałego kroczenia drogą wiary, aż po pełnię życia w Królestwie Bożym. Nikodem staje się symbolem człowieka, który szuka, który nie boi się pytać, nawet jeśli nie od razu wszystko rozumie. Możemy przypuszczać, że jego droga wiary dojrzewała, aż w końcu przyjął Jezusa jako Mesjasza i Zbawiciela. Czy nie przypomina to naszej własnej drogi? Często zaczynamy od pytań, może od niepewności, ale jeśli pozwolimy, by Jezus nas prowadził, nasza wiara może się rozwijać i dojść do pełnego zawierzenia Bogu. Jezus zaprasza każdego z nas, byśmy przyszli do Niego – niezależnie od tego, czy nasza wiara jest silna, czy jeszcze niedojrzała. Może i my mamy swoje „noce” – chwile ciemności, wątpliwości i buntu. W takich momentach warto zwrócić się do Chrystusa, bo On jest Światłością, która rozprasza wszelkie ciemności. Jezus, tak jak w rozmowie z Nikodemem, burzy nasze samozadowolenie, by otworzyć nas na doświadczenie, które przemienia – na nowe narodzenie w Duchu Świętym.
Pytania do osobistej refleksji:
Dlaczego Nikodem przyszedł do Jezusa nocą? Czy była to tylko obawa przed ludźmi, czy może wyraz jego wewnętrznego poszukiwania? Jezus mówi Nikodemowi o konieczności „narodzenia się na nowo”. Jak rozumiem to przesłanie w moim życiu? W jaki sposób doświadczam „nowego narodzenia” w wierze? Jakie mam trudności w przyjęciu słów Jezusa, tak jak miał je Nikodem? Co jest dla mnie niezrozumiałe, co budzi opór? Nikodem jako jedyny staje w obronie Jezusa, choć nie mówi tego wprost. Jakie sytuacje w moim życiu wymagają odwagi, by bronić prawdy i sprawiedliwości? Czy zdarza mi się jak Nikodemowi wątpić lub obawiać opinii innych? W jaki sposób mogę wzrastać w odwadze wiary? Jak reaguję, gdy widzę, że ktoś jest niesprawiedliwie osądzany lub atakowany? Czy moja relacja z Jezusem dojrzewa tak, jak wiara Nikodema? Czy jestem gotów publicznie przyznawać się do Niego? Jakie gesty mojej wiary mogę podejmować, by wyrażać miłość do Jezusa i służyć Mu nawet w trudnych momentach? W jaki sposób historia Nikodema odzwierciedla moją drogę wiary? Na jakim etapie mojego duchowego wzrastania jestem: czy wciąż szukam jak Nikodem w nocy, czy też potrafię stanąć w obronie Jezusa, czy może już odważnie daję świadectwo mojej wiary? Co mogę zrobić, aby coraz bardziej otwierać się na światło Chrystusa i przemieniać swoje życie?
Modlitwa na zakończenie
Panie Jezu Chryste, Ty spotkałeś Nikodema w nocy i cierpliwie prowadziłeś go do światła prawdy. Dziękujemy Ci za Twoją miłość, która nie odrzuca nikogo, kto szczerze szuka Ciebie. Daj nam serca otwarte na Twoje słowa, naucz nas odważnie stawać w obronie prawdy, i pozwól nam, jak Nikodem, trwać przy Tobie także w trudnych chwilach – nawet wtedy, gdy świat nie rozumie Twojego królowania. Spraw, abyśmy wzrastali w wierze i każdego dnia umacniali jedność z Tobą, będąc posłuszni Duchowi Świętemu. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.
[1] „Faryzeusze tworzyli jedno z największych stronnictw religijnych w czasach Jezusa. Określano ich mianem peruszim, czyli odłączonych, a więc tych, którzy postanowili (w przeciwieństwie do pozostałych wyznawców judaizmu) przestrzegać bardzo skrupulatnie Bożych przykazań. Oprócz zaleceń Prawa Mojżeszowego (czyli Tory) trzymali się tradycji starszych. Byli bowiem przekonani, że istnieje Tora niespisana, zawierająca szereg nakazów (248) i zakazów (365) drobiazgowo regulujących całokształt ludzkiego życia. Płacili np. dziesięcinę z mięty i kopru (por. Mt 23,23), obmywali przed posiłkami ręce (por. Mk 7,3), pościli dwa razy w tygodniu (por. Mk 2,18). Choć niektórzy z nich czynili to ze szczerych pobudek, większość skupiała się na suchym wypełnianiu zewnętrznych praktyk. Przy legalistycznym podejściu do nich faryzeusze często zapominali o tym, co najważniejsze w relacjach z Bogiem i z innymi ludźmi (którymi zresztą zwykle gardzili). Dlatego Jezus często piętnował ich postawę, zarzucając im hipokryzję, formalizm i chęć przypodobania się ludziom (por. Mt 23,5-7). Nazywał ich obłudnikami (por. Mt 23,13-36), porównywał do grobów pobielanych (por. Mt 23,27) i do ślepców (por. Mt 23,19). A oni wykorzystywali każdą okazję, by Mesjasza krytykować (por. Mt 12,1-9) i wystawiać na próbę (por. Mt 19,3). Stali się głównymi przeciwnikami Zbawiciela, choć w niektórych sprawach podzielali Jego poglądy. Wierzyli na przykład w zmartwychwstanie umarłych (por. Dz 23,7-8)” (W. Kardyś).
[2] „Najdoskonalszą owcą zagubioną w Ewangelii jest Judasz: człowiek, który zawsze miał w duszy pewną gorycz, coś, co kazało mu krytykować innych, zawsze w dystansie. Nie znał słodyczy bezinteresowności życia ze wszystkimi innymi. I zawsze, tak jak owa owca nigdy nie była zadowolona, podobnie i Judasz nigdy nie był człowiekiem zadowolonym! – uciekał” (papież Franciszek).
[3] Pytanie faryzeuszy można odczytać nie tylko jako drwinę, ale również jako ukryte proroctwo. Bo Nikodem rzeczywiście zaczyna duchowo stawać się Galilejczykiem – jednym z uczniów Jezusa. Może sam jeszcze tego nie wie, ale jego serce już jest po stronie Chrystusa. To zdanie można więc czytać jako niezamierzoną prawdę: „Nikodem, czy i ty idziesz za Jezusem? Czy ty też stajesz się jednym z Jego naśladowców?”. I tu rodzi się pytanie dla każdego z nas, gdyby ktoś mnie zapytał: „Czy i ty jesteś z Galilei?”, co bym odpowiedział?
[4] „Nikodem był bardzo hojny. Przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu (J 9,39). Mirra była cennym arabskim balsamem stosowanym w czasie biesiad, uczt ofiarnych i do namaszczania zmarłych. Aloes z kolei wonnym olejkiem wydobywanym z bardzo drogiego wschodniego drzewa. Zazwyczaj mieszano go z mirrą. Sto funtów wonności (ponad trzydzieści dwa kilogramy) stanowi ogromną ilość stosowaną w przypadku zamożniejszych Żydów. Świadczy także o wielkiej czci wobec Zmarłego. Cześć ta będzie odtąd nieustannie wzrastać. Ciało Jezusa zostało pochowane według zwyczaju żydowskiego. Po umyciu, twarz przykrywano chustą, a całe ciało owijano płóciennymi taśmami, osobno tułów, ręce i nogi. Następnie zwłoki owijano całunem, obficie posypując wonnymi proszkami i skrapiając olejkami. Tak przygotowane ciało złożono w nowym grobie, znajdującym się niedaleko miejsca ukrzyżowania” (S. Biel).
