Dobry Łotr – świadek Bożego miłosierdzia
Dobry Łotr to jeden z dwóch złoczyńców ukrzyżowanych wraz z Jezusem na Golgocie. Informację o nim przekazuje nam św. Łukasz w swojej Ewangelii (Łk 23,39-43), ukazując w krótkim, ale niezwykle wymownym obrazie głębię Bożego miłosierdzia i tajemnicę ludzkiego nawrócenia. Dobry Łotr staje się więc ikoną grzesznego człowieka, który odnajduje nowe życie; uznawszy własną nędzę, w pokorze i ufności oddaje się Temu, który sam jest Miłosierdziem Wcielonym. Postać Dobrego Łotra głęboko poruszała wielu Ojców Kościoła i świętych. Widzieli w nim symbol ostatniej szansy danej człowiekowi przez miłosiernego Boga. Jego imię – Dyzma – znamy z pism apokryficznych, takich jak „Ewangelia Nikodema”, choć kanoniczne Ewangelie milczą na ten temat. „Dobry Łotr jest symbolem Bożego miłosierdzia, a Zły Łotr (Geglas) jest ostrzeżeniem dla zatwardziałych grzeszników. Można być bardzo blisko Chrystusa, tak jak on, można nawet razem z Nim cierpieć i umierać, a jednak odrzucić łaskę nawrócenia. Zły Łotr nie tylko nie skorzystał z tej wyjątkowej okazji, ale przyłączył się do prześladowców Pana Jezusa i urągał Mu” (S. Zbojnowicz).
Kościół Wschodni czci Dobrego Łotra jako męczennika, rozpoznając w jego cierpieniu i wierze świętość, która nie ustępuje świadectwu najwierniejszych uczniów Jezusa. Ostatnie chwile jego ziemskiego życia pokazują, że nigdy nie jest za późno na powrót do Boga. Nawet człowiek obciążony przez całe życie grzechami, nawet ten, który w oczach świata zasługuje na potępienie dla Boga pozostaje umiłowanym dzieckiem, które zawsze może być przyjęte, jeśli tylko otworzy serce na Jego nieskończone miłosierdzie. Przesłanie, które pozostawia nam św. Dyzma jest jednym z najbardziej poruszających świadectw działania Bożej łaski. Miłosierdzie Pana przenika mrok nawet największego grzechu, jeśli tylko otworzy się na nią serce skruszonego grzesznika.
Dobry Łotr, który całe życie przeżył z dala od Bożego prawa, w jednej chwili rozpoznał w ukrzyżowanym Jezusie nie tylko niewinnego człowieka, ale prawdziwego Mesjasza i Króla, którego królestwo nie jest z tego świata. To, co wydarzyło się w jego duszy, jest wymownym przykładem, jak działa Boże miłosierdzie. W jednej chwili pozwala ono przejść od stanu grzechu do stanu łaski, od śmierci do życia, od ciemności do światła. Miłosierdzie Boga nie zna miary ani granic. Nie jest ono odpowiedzią na naszą doskonałość, lecz na naszą nędzę. Bóg nigdy nie odwraca się od grzesznika, lecz z ojcowską czułością wychodzi mu naprzeciw. Ma szczególne upodobanie w małych, słabych, odrzuconych – nie dlatego, że ceni słabość samą w sobie, ale ponieważ w niej może objawić się pełnia Jego łaski. Jego miłosierdzie jest jak źródło, które nigdy nie wysycha – wystarczy tylko przyjść i zaczerpnąć.
W postaci Dobrego Łotra widzimy również, że decyzja należy do człowieka. Bóg szanuje ludzką wolność, nie narzuca się, ale cierpliwie czeka. Jezus, umierając na krzyżu, nie zwraca się pierwszy do Łotra, ale odpowiada natychmiast na jego wyznanie wiary i skruchy: „Dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,43). To jedno słowo „dziś” podkreśla, że zbawienie nie jest odległą obietnicą, lecz rzeczywistością, która może wypełnić się natychmiast, jeśli tylko człowiek otworzy się na działanie Bożej łaski. Bóg jest miłosiernym Ojcem, który pragnie wypełnić swoją miłością naszą pustkę oraz przemienić naszą nędzę w chwałę, a nasz krzyż w drogę do raju. Potrzeba tylko zgody naszego serca. Bóg nigdy nie wchodzi siłą. Jego miłosierdzie jest darem, na który nie zasługujemy. Możemy go jednak przyjąć w postawie Dobrego Łotra – skruszonego grzesznika.
Święty Dyzma stał się patronem więźniów, umierających, skazanych na śmierć, kapelanów więziennych oraz wszystkich pokutujących i nawracających się grzeszników[1]. Jest wzorem doskonałego żalu za grzechy, który nie potrzebuje wielu słów, lecz wypływa ze szczerości serca. W sztuce wschodniej, szczególnie w tradycji prawosławnej, spotykamy krzyż o trzech poprzecznych belkach. Dolna, ukośna belka symbolizuje dwóch skazańców. Jej prawa część, wzniesiona ku górze, wskazuje na Dobrego Łotra, który odszedł do nieba. Lewa, opadająca ku dołowi, przypomina o losie drugiego łotra, który odrzucił łaskę zbawienia. Tym prostym, lecz głębokim znakiem Kościół wschodni ukazuje dramat ludzkiej wolności: w każdej chwili naszego życia możemy – jak Dyzma – wybrać Boga i Jego miłosierdzie albo odwrócić się od Niego, jak uczynił drugi ze złoczyńców.
Historia Dobrego Łotra jest jednocześnie historią dramatyczną i pełną nadziei. Uczy nas, że Bóg zawsze jest gotowy przyjąć każdego grzesznika z otwartymi ramionami, nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko już stracone. W oczach Boga nigdy nie jest za późno na miłość, na nawrócenie, na nowy początek. Prawdziwa świętość nie jest nagrodą za doskonałe życie, lecz owocem Bożej łaski i aktu całkowitego zawierzenia swojego życia miłosiernemu Panu.
Tajemnica „dwóch ukrzyżowanych”
Pozornie suchy, niemal lapidarny zapis Ewangelii św. Mateusza – „wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie” (Mt 27,38) – kryje w sobie niewyczerpaną głębię[2]. Po pierwsze, akt ukrzyżowania dwóch złoczyńców wraz z Jezusem nie jest wyłącznie historycznym przypadkiem. Ewangelista wplata tu subtelny motyw prorockiego wypełnienia: „policzony został pomiędzy przestępców” (Iz 53,12), zgodnie z zapowiedzią Pieśni o cierpiącym Słudze Jahwe. Jezus, niewinny i bez grzechu, wchodzi dobrowolnie w szeregi grzeszników – staje się jednym z nas do samego końca. Nie tylko wziął na siebie nasze winy, lecz także dał się zaliczyć do winnych i zewnętrznie niczym się nie wyróżniał od tych, których miał odkupić. „Sprawiedliwy dzieli ich los, na który sobie zasłużyli” (S. Fausti).
Dwaj mężczyźni ukrzyżowani z Jezusem są „rozbójnikami, jednocześnie złodziejami, przeciwnikami rzymskiego okupanta i mordercami. Tacy ludzie za czasów Jezusa nękali Palestynę. Ich wyczyny zwykle miały za przykrywkę motywy polityczne. Nienawiść do rzymskiego najeźdźcy prowadziła do zbrodni i rozruchów w imię wolności. Pustoszone były domy tych Żydów, których patriotyzm oceniano jako zbyt słaby. Po dokonaniu czynu ukrywali się w lasach i znowu żyli z kontrabandy i rozbojów” (A. Bessières).
Po drugie, dwaj złoczyńcy – jeden po prawej, drugi po lewej stronie – stają się obrazem całej ludzkości wobec Ukrzyżowanego. W centrum stoi Chrystus, odwieczny Sędzia, Król i Odkupiciel. Po Jego bokach są ci, którzy wobec Niego muszą się określić. W tej samej godzinie, w tym samym cierpieniu, dokonuje się rozdzielenie: przyjęcie lub odrzucenie zbawienia. Nie na podstawie uczynków, bo obaj byli zbrodniarzami, lecz na podstawie odpowiedzi serca wobec objawienia się Boga w ukrzyżowanej Miłości. Po prawej stronie znajduje się ten, który uznał swoją winę i z wiarą zwrócił się do Jezusa. Po lewej stronie trwa ten, który zamknął serce na Boże miłosierdzie. W tej krótkiej scenie św. Mateusz ukazuje zapowiedź Sądu Ostatecznego: pod krzyżem Jezusa rozdziela się ludzkość – nie na dobrych i złych według ludzkiej miary, ale na tych, którzy przyjmują dar zbawienia i tych, którzy go odrzucają. Już teraz, przy Ukrzyżowanym, człowiek musi wybrać: prawica czy lewica, błogosławieństwo czy przekleństwo, życie czy śmierć.
Po trzecie, zestawienie dwóch złoczyńców i Jezusa odsyła nas ku głębokiej tajemnicy Królestwa Bożego. W Starym Testamencie obraz króla zasiadającego na tronie był ściśle związany z ideą otaczania się najwierniejszymi doradcami, wojownikami lub członkami rodziny królewskiej. Władca nie był samotnym sędzią czy autokratą, lecz rządził w przestrzeni wspólnoty, w otoczeniu tych, którzy symbolizowali potęgę jego władzy i mądrość jego decyzji. W Psalmie 45 czytamy o królu ubranym w złote szaty, otoczonym przez dostojników i królewskie córki stojące po jego prawicy. Salomon zasiadał na tronie, mając po swojej prawicy matkę Batszebę (1 Krl 2,19), co podkreśla nie tylko hierarchię władzy, ale i zaszczyt związany z miejscem po prawej stronie monarchy. Dowódcy wojskowi, tacy jak Joab, czy prorocy, jak Natan, również przebywali w bliskości króla, wskazując, że królewska władza była zbudowana na wzajemnym zaufaniu. I oto na krzyżu, Jezus króluje nie w triumfie wojskowym, ale w zwycięstwie miłości, która wydaje się całkowicie w ręce ludzi. Dwaj skazańcy wyobrażają więc „dwór” Króla Miłosierdzia, choć sami niczym sobie na to nie zasłużyli. Paradoks Ewangelii polega na tym, że tronem Boga jest krzyż, a pierwszym, który zostaje ogłoszony obywatelem Jego Królestwa, jest umierający złoczyńca.
To, co Ewangeliści przekazują nam o tych, którzy zostali ukrzyżowani wraz z Chrystusem, jest oszczędne w szczegółach, a zarazem pełne głębokiej wymowy. W Ewangelii według św. Mateusza dwaj towarzysze męki Pańskiej zostali określeni po prostu jako „złoczyńcy” (Mt 27,38). Podobnie czyni św. Marek, który również odnotowuje ich obecność, wskazując, że zostali ukrzyżowani po obu stronach Jezusa (Mk 15,27). Ta symbolika przenika wszystkie cztery Ewangelie, jakby w tajemniczym znaku rozdzielenia losów: jednego ku potępieniu, drugiego ku zbawieniu. Święty Marek łączy tych ludzi z Barabaszem, którego obciążono winą za morderstwo i udział w powstaniu przeciwko Rzymowi. Święty Jan, pisząc swoją Ewangelię z głębszym zamysłem teologicznym, również przywołuje Barabasza, określając go greckim słowem lēstēs, co nie oznacza jedynie drobnego złodzieja, lecz raczej rozbójnika, członka uzbrojonej bandy, przyzwyczajonego do przemocy i buntu przeciw porządkowi społecznemu[3]. Tym samym pośrednio wskazuje na głębszy wymiar winy także tych, którzy zostali ukrzyżowani po dwóch stronach Zbawiciela. Nie byli to przypadkowi złodzieje, lecz ludzie uwikłani w brutalny świat bezprawia.
Tylko św. Łukasz pozwala nam dostrzec coś więcej. Jego Ewangelia, wrażliwa na miłosierdzie i wewnętrzne przemiany ludzkiego serca, sugeruje, że ci dwaj złoczyńcy mogli uczestniczyć już w samej Drodze Krzyżowej, w czasie której Szymon z Cyreny został przymuszony, by nieść krzyż Jezusa, a kobiety płakały nad Jego losem. W tym misterium współcierpienia możemy zapytać, czego byli świadkami ci skazańcy? Co zobaczyli w Szymonie, który wbrew własnej woli został współuczestnikiem niesienia hańby i bólu niewinnego Człowieka? Jakie spojrzenie i słowa Jezusa przeniknęły ich serca?
W każdej z Ewangelii wydarzenia na Golgocie ukazują Jezusa wystawionego na szyderstwo: drwią z Niego przechodnie, arcykapłani, żołnierze, a także obaj ukrzyżowani złoczyńcy. Jednak św. Łukasz, zachowuje dla nas drogocenny zapis wewnętrznej przemiany jednego z nich. Umierając na krzyżu, Dobry Łotr odnajduje w Jezusie prawdę o miłosiernym Bogu i o sobie. Przyznaje bez zastrzeżeń, że jego własna kara jest sprawiedliwa: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił” (Łk 23,41). W jego słowach nie ma buntowniczego krzyku, nie ma żalu za utraconym życiem, ale jest pokorne przyjęcie sprawiedliwości. I co najważniejsze, w tym skazańcu, ubiczowanym, oplutym i wzgardzonym, rozpoznaje Króla, którego Królestwo nie jest z tego świata. „Ten zręczny i genialny złodziej spostrzegł skarb i skorzystał z okazji. Zdobył skarb życia wiecznego. Godny pochwały i podziwu użytek ze złodziejskiej sztuki” (św. Grzegorz z Nyssy).
Raj odnaleziony
W słowach Dobrego Łotra: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23,42) odkrywamy dramat i nadzieję człowieka, który w ostatniej godzinie życia odnajduje drogę do raju. Ten ukrzyżowany przestępca, którego społeczeństwo odrzuciło, w godzinie największego bólu i bezsilności wydobywa z serca szczere wołanie. Nie jest to prośba o zejście z krzyża. To prośba o pamięć. „Wspomnij na mnie”. Tak zaczyna się jego droga do odnalezienia raju: w uznaniu własnej słabości i w całkowitej ufności skierowanej do Jezusa. Raj w Biblii to nie tylko piękny ogród z Księgi Rodzaju, ale stan bycia blisko Boga, życie w Jego obecności. Skruszony łotr pragnie być tam, gdzie będzie Jezus. Dlatego otrzymuje obietnicę: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43). Dobry Łotr „wierzył, że Chrystus ukrzyżowany był bardziej uwielbiony niż ukarany; na tym polega wzór dla każdego zbawionego: uznać Zbawiciela jako Pana majestatu w momencie, gdy widzi się Go, jak znosi upokarzające cierpienia” (św. Maksym z Turynu). W jaki sposób Dobry Łotr odnajduje drogę do nieba?
1. Wzywa Jezusa po imieniu
Na krzyżu, pośród bólu, bluźnierstw i samotności, Dobry Łotr wypowiada coś z pozoru bardzo prostego: „Jezu, wspomnij na mnie” (Łk 23,42). Jest to jedyne miejsce w całej Ewangelii św. Łukasza, gdzie człowiek zwraca się do Jezusa tak bezpośrednio, po imieniu, nie dodając żadnego uroczystego tytułu („Mistrzu”, „Panie”, „Synu Dawida”) – tylko: „Jezu”. Od ukrzyżowanego, wyszydzonego i odrzuconego przez swój naród Mesjasza, Łotr nie oczekuje cudów ani ocalenia ciała. Zwraca się bezpośrednio do samej Osoby. A imię „Jezus” (hebr. Jeszua) znaczy przecież: „Jahwe zbawia”. W ten sposób Dobry Łotr antycypuje na krzyżu uroczyste wyznanie św. Piotra z Dziejów Apostolskich: „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12). Na Golgocie Bóg Ojciec milczy, niebo jest zamknięte, a Jezus nie ma nawet uczniów przy boku. Jest jednak przestępca, który w ostatnim możliwym momencie przyzywa Jezusa po imieniu. Jakby Duch Święty podpowiedział mu, że to nie dobre uczynki ani przestrzeganie prawa, ale poznanie i wezwanie imienia Jezusa zbawia grzesznika. Dobry Łotr nie potrzebuje długich modlitw, bo ma serce, które wie, kogo wzywa na ratunek. Chrześcijaństwo nie zaczyna się od moralnej poprawności i pobożnych praktyk. Zaczyna się od spotkania Osoby, która zna nasze imię i której imię my ośmielamy się wypowiedzieć. Raj nie jest dla tych, którzy znają prawdy wiary i respektują Boży porządek w świecie. Raj jest dla tych, którzy mają odwagę z samego środka cierpienia i ciemności krzyża zawołać z dziecięcą ufnością: „Jezu”.
„Przedmiot modlitwy Dobrego Łotra jest bardzo skromny: nie prosi on o to, by mógł zasiadać po prawicy albo lewicy Jezusa w jego królestwie (por. Mk 10,40; Mt 20,20-28). Nie modli się nawet o uwolnienie od zbliżającej się śmierci na krzyżu. Prosi tylko o to, by Jezus wspomniał go w swoim królestwie. Jego pragnienia są szlachetne i skromne, a modlitwa stanowi wzór modlitwy chrześcijańskiej. Dobry Łotr otrzymał nie tylko przebaczenie grzechów, ale także uświęcenie. Sytuacja została całkowicie odwrócona: od przestępczego życia do gorliwego męczeństwa. W Mt 21,31 Jezus powiedział, że celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Nawrócenie i śmierć łotra były pierwszym wypełnieniem tego proroczego ostrzeżenia. Pierwszym nowotestamentowym świętym jest były bandyta i mamy podstawy do tego, by przypuszczać, że zajmuje on poczesne miejsce w królestwie Jezusa” (M. Mikołajczak).
2. Chce być w pamięci Jezusa
Dobry Łotr, w ostatnich chwilach swego życia, wypowiada słowa, które rozbrzmiewają w głębokim rezonansie z całą historią zbawienia. Jego prośba: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23,42), nie jest jedynie aktem desperacji człowieka stojącego na progu śmierci, lecz wyznaniem nadziei, która wyrasta z pokory i uniżenia. Jest to wołanie, które odnajdujemy już u króla Ezechiasza, gdy w godzinie choroby i ciemności duszy błaga: „Ach, Panie, wspomnij na to, proszę, że postępowałem wobec Ciebie wiernie i z doskonałym sercem, że czyniłem to, co miłe oczom Twoim” (Iz 38,3). Uderzające jest to, że Dobry Łotr nie przywołuje swoich zasług i nie polega na swojej wierności, lecz uznaje sprawiedliwość wyroku, jaki go spotkał. Dlatego jego modlitwa jest jeszcze głębsza, bardziej przeniknięta prawdą o grzechu i tęsknotą za miłością, która przekracza ludzką sprawiedliwość. To „wspomnij na mnie” nie jest poszukaniem ocalenia własnej godności przez przypomnienie swoich zasług, ale ufnym oddaniem się w ręce miłosiernego Jezusa. Dyzma nie dlatego jest dobry, że jego czyny były prawe, ale dlatego, że stanął w pokorze wobec Boga i pozwolił się ogarnąć Jego zbawczą pamięcią. W jego modlitwie rozbrzmiewa echo Psalmu: „Nie wspominaj grzechów mej młodości ani moich przewin, ale o mnie pamiętaj w Twojej łaskawości ze względu na dobroć Twą, Panie!” (Ps 25,7). Takie błaganie o pamięć jest aktem ufności, że Bóg – inny niż wszyscy królowie tego świata – pamięta nie po to, by oskarżać, ale by zbawić i nie wspominać więcej naszych grzechów (por. Jr 31,34). Jest to pamięć miłosierna, która uzdrawia, ocala i obdarza nowym imieniem. Chrystus pamięta człowieka nie w perspektywie jego upadku, lecz w świetle powołania do wiecznego życia. Jego pamięć jest aktem stwórczym – wyciąga z niebytu winy i przywraca do istnienia w łasce.
3. Uznaje swój grzech
W postaci Dobrego Łotra objawia się przedziwna tajemnica Bożego miłosierdzia, które nie niszczy sprawiedliwości, lecz ją przekracza, przemieniając serce grzesznika. Życie Dyzmy było naznaczone niesprawiedliwością i przemocą. A jednak w decydującej godzinie, w cieniu krzyża, tam, gdzie ludzkie oczy widzą jedynie klęskę, w nim rodzi się coś, co jest początkiem nowego stworzenia: skrucha, pokora i prawda o sobie samym. Dobry Łotr nie polega na sobie i swoich zasługach. Nie zrzuca winy na innych ani na trudne okoliczności życia. W jego słowach: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki” (Łk 23,41) – brzmi szczere wyznanie skruszonego grzesznika. To jedno zdanie staje się świadectwem duchowej dojrzałości, której często brakuje nawet wielu „pobożnym” i „sprawiedliwym”. Prawda o własnej grzeszności rozpoznana w świetle miłości ukrzyżowanego Pana nabiera całkowicie nowego sensu. Nie jest to prawda, która rani, ale leczy. Nie potępia, lecz wyzwala. W postawie św. Dyzmy rozpoznajemy tajemnicę serca skruszonego grzesznika, który jako jeden z nielicznych w całym Piśmie Świętym wypowiada tak bezpośrednie, a zarazem przejmujące mea culpa. W jego słowach nie ma kalkulacji, nie ma żadnej próby negocjowania z Bogiem. Jest natomiast głęboka, wewnętrzna przemiana, która wypływa z kontemplacji niewinnego i cierpiącego Zbawiciela. Obok niego wisi Jezus, który nie popełnił żadnego zła, a jednak pozwala się ukrzyżować i z wysokości krzyża przebacza swoim oprawcom. Dobry Łotr, patrząc na ukrzyżowanego Pana, po raz pierwszy spogląda szczerze także na siebie. W tym spojrzeniu rodzi się jego wewnętrzna przemiana. Dyzma przestaje być „łotrem”, a staje się synem w Synu. Jezus, który zna ludzkie serce, nie potrzebuje żadnych dodatkowych dowodów. On widzi, że serce Dobrego Łotra jest teraz całkowicie otwarte na Bożą łaskę. I dlatego kieruje do niego słowa, które pozostają jednym z największych darów nadziei w całym Objawieniu: „Dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,43). W ten sposób krzyż – miejsce największego cierpienia i hańby – staje się dla Dyzmy bramą do życia wiecznego. A on sam staje się figurą Kościoła w jego najczystszej postaci: grzesznika, który nie rości sobie prawa do zbawienia, ale który całym sobą prosi i przyjmuje Boże przebaczenie i miłosierdzie. Jego skrucha i uznanie winy, są jak echo modlitwy psalmisty: „Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym” (Ps 51,19).
„Nawrócić się to po pierwsze uznać, że jest się grzesznikiem. To nie jest wcale takie łatwe, tu się wszystko rozstrzyga. Ale jeszcze głębiej nawrócenie znaczy też, że muszę zobaczyć Jezusa w Jego prawdzie, w tym, kim On jest. To jest nawet ważniejsze niż zobaczenie siebie. Trzeba zobaczyć Jezusa, który, jak pisze święty Paweł (por. 2 Kor 5,21), został przez Boga uczyniony grzechem – moim, bo Jezus jest bez grzechu. On jest czysty – Ojciec czyni Go moją nieczystością. On jest pokorny, najpokorniejszy ze wszystkich synów – Ojciec czyni Go moją pychą. On jest ubogi – Ojciec czyni Go moją chciwością. Patrzę na Niego i zastanawiam się, dlaczego On jest moją chciwością, moją nieczystością, moją pychą? Dlatego, że jak On umiera na krzyżu, to moja nieczystość, moja chciwość, moja pycha umiera z Nim […]. To zobaczenie Jezusa w takiej Jego miłości szalonej do nas, jest punktem wyjścia do nawrócenia, bo On umiera za nas, kiedy ja jestem grzesznikiem” (G. Ryś).
4. Rozpoznaje niewinność i świętość Jezusa
W spojrzeniu umierającego grzesznika, który patrzy na cierpiącego Jezusa, odsłania się tajemnica Bożej łaski. Dobry Łotr skazany za swoje winy rozpoznaje w Zbawicielu nie tylko niewinnego, lecz również świętego Króla i Sędziego żywych i umarłych. Tam, gdzie tłum widział tylko hańbę i klęskę, gdzie uczniowie zamilkli w bólu i przerażeniu, ten jeden człowiek – pozornie przegrany – widzi majestat i chwałę. „Chrystus przestał być dla niego tylko niewinnym skazańcem, odrzuconym pyszałkiem czy wzgardzonym monarchą. Był Królem! Ciernie były Jego koroną, krzyż – tronem. Posiadał nieskończoną władzę. Gwoździe były Jego berłem. Był Zbawicielem, dlatego przebaczył swoim oprawcom” (F.J. Sheen). Słowa: „On nic złego nie uczynił”, są czymś więcej niż prostym stwierdzeniem faktu. To wyznanie, które w ustach grzesznika staje się uroczystym aktem wiary w bezgrzeszność Chrystusa. Dobry Łotr, uznając swoją winę, niejako staje się lustrem, w którym jaśnieje świętość Jezusa – nie tylko moralna, ale ontologiczna, wynikająca z Jego Bożego Synostwa. Zdumiewające jest to, że łotr, który zapewne przez całe życie znał jedynie przemoc i ciemność, w ostatniej godzinie ziemskiej wędrówki otrzymuje dar najwyższego poznania – dostrzega Króla tam, gdzie świat widział jedynie skazańca. To jego poznanie nie pochodzi z ludzkiej mądrości ani z religijnego wykształcenia. Pochodzi z natchnienia Ducha Świętego i jego pokornego serca, które otwarte na prawdę, zostaje nawiedzone przez światło Bożej łaski. W ten sposób spełniają się w życiu Dyzmy słowa Psalmu: „Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu” (Ps 34,19).
5. Wyznaje Jezusa jako Króla
W krótkim, lecz niezwykle intensywnym duchowo dialogu Jezusa z Dobrym Łotrem, rozgrywającym się w dramatycznym cieniu krzyża, dokonuje się cud podwójnego objawienia: z jednej strony jest to cud nawrócenia przestępcy, a z drugiej cud olśniewającego odsłonięcia chrystologicznej prawdy o ukrzyżowanym Mesjaszu. W tej głębokiej, niemal kontemplacyjnej wymianie słów, w której milczenie boleści zostaje przeniknięte światłem Bożej łaski, grzesznik zostaje przemieniony przez spojrzenie i obecność ukrzyżowanego Pana, który już nie tylko cierpi, ale króluje na ołtarzu krzyża. Oto człowiek, który przez całe życie kroczył drogą nieprawości, zostaje ogarnięty wewnętrznym światłem, które pozwala mu rozpoznać w obliczu cierpiącego i wyszydzonego Jezusa nie tylko niewinnego Proroka, lecz Króla i Mesjasza. Wiara Dobrego Łotra rodzi się nie ze znaków i cudów, nie z poruszających nauk czy uzdrowień, ale z kontemplacji Osoby Jezusa – wywyższonego na krzyżu, a zarazem ukoronowanego cierpieniem. Na Golgocie, w miejscu, gdzie inni widzą klęskę, on dostrzega chwałę. Tam, gdzie rozbrzmiewają bluźnierstwa, on wypowiada szczerą modlitwę. Tam, gdzie śmierć zdaje się triumfować, on dostrzega Królestwo, które jest wieczne. W jego poruszających słowach: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Królestwa” (Łk 23,42), zawiera się wszystko: pokora serca, wyznanie grzechów, błaganie o miłosierdzie oraz akt czystej i głębokiej wiary. Wielkość Dobrego Łotra polega na tym, że w Jezusie rozpoznaje Króla, którego panowanie nie zaczyna się dopiero po śmierci, ale objawia się przez nią.
Wiara św. Dyzmy ma w sobie coś z mistycznego olśnienia – jest to wiara, która wyprzedza zmartwychwstanie, ponieważ już teraz widzi w Jezusie Pana życia i jedynego Zbawiciela świata. Ten akt wiary, wypowiedziany w warunkach całkowitej niemocy, staje się momentem jego duchowego przełomu. Dobry Łotr nie zna jeszcze słów św. Pawła: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9), a jednak jego wiara jest żywym wcieleniem tej prawdy. Nie wypowiada też wyznania apostoła Tomasza: „Pan mój i Bóg mój” (J 20,28), a jednak jego serce mówi to z całą mocą. Dobry Łotr uznaje Jezusa nie tylko za sprawiedliwego i niewinnego, ale za Zbawiciela. Nie tylko za ofiarę niesprawiedliwego wyroku, ale za Króla i Pana wszechświata. Nie tylko za ukrzyżowanego człowieka, ale za Boga, który króluje w miłości aż do końca.
W odpowiedzi na wyznanie św. Dyzmy, Jezus wypowiada słowa, które stają się sercem Dobrej Nowiny: „Zaprawdę, powiadam ci: dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,43). Nie jest to tylko obietnica przyszłości, lecz pieczęć Bożego miłosierdzia i dar natychmiastowego uczestnictwa w życiu wiecznym, wypływający z otwartego Serca Chrystusa. W tej chwili dokonuje się głęboka, mistyczna komunia: Królestwo niebieskie otwiera się dla tego, który odważył się uwierzyć nadziei – wbrew wszystkiemu, co do tej pory przeżywał. Dobry Łotr staje się więc pierwszym świętym Nowego Przymierza oraz znakiem nadziei dla wszystkich, którzy w ciemności swojego życia znajdą w sobie siłę, by spojrzeć na Ukrzyżowanego i wypowiedzieć z wiarą najprostszą modlitwę: „Jezu, wspomnij na mnie”. Dzięki spotkaniu z cierpiącym Jezusem, Dyzma doświadcza tajemnicy królowania Boga, objawionej w ukrzyżowanej miłości. To ona zwycięża grzech i śmierć. To ona na otwiera bramy raju każdemu, kto z wiarą i skruchą zwróci się do Zbawiciela.
Co mówi nam dzisiaj historia Dobrego Łotra?
Przykład św. Dyzmy rozbrzmiewa jak głęboka ewangeliczna opowieść o nieskończonym miłosierdziu Boga i tajemnicy łaski, która potrafi dotknąć serca człowieka nawet w ostatnich chwilach jego życia. To Dobra Nowina, która rzuca światło na prawdę o miłosiernym Bogu i grzesznym człowieku, potrzebującym zbawienia.
· Nawet największy grzesznik może stać się świętym
Dobry Łotr, choć przez całe życie wybierał i czynił zło, na krzyżu stał się świadkiem jedynej sprawiedliwości, która wypływa z ran Chrystusa. Jego „pielgrzymka nadziei” ukazuje, że świętość nie jest nagrodą za pobożne i uczciwe życie, lecz owocem osobistego spotkania z Odkupicielem. W obliczu śmierci wyznał wiarę i przyznał się do winy, a w odpowiedzi usłyszał obietnicę: „Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43). Tak oto złoczyńca doświadczył łaski, która przewyższyła jego grzechy, a ostatnia godzina życia stała się pierwszą godziną zbawienia.
· Prawda o sobie i pokora otwierają serce na zbawienie
Dobry Łotr nie ucieka w fałszywe usprawiedliwienia. Patrząc na niewinnie cierpiącego Jezusa, rozpoznaje prawdę – zarówno o własnym życiu, jak i o świętości ukrzyżowanego Pana. Ta wewnętrzna przemiana, rodząca się z prawdziwej skuchy, żalu za grzechy i pokory, otwiera go na łaskę, która przekracza logikę sprawiedliwości i objawia nieskończone miłosierdzie Boga.
· Jezus nigdy nie przestaje walczyć o zbawienie grzesznika
Historia Dobrego Łotra jest dramatycznym przypomnieniem, że dla Boga nigdy nie jest za późno. Łaska Boża nie zna granic czasu. Bóg cierpliwie czeka, aż człowiek otworzy Mu drzwi swego serca, choćby miało się to stać na łożu śmierci. Miłość Chrystusa rozlana przez Ducha Świętego wytrwale porusza sumienie grzesznika, niosąc nadzieję tam, gdzie zdaje się panować ciemność i pustka. Przykład Dobrego Łotra jest więc ewangelią nadziei – świadectwem, że każdy złoczyńca, nawet najbardziej poraniony i zagubiony, może zostać ogarnięty światłem Bożego miłosierdzia, bo „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20).
Ukrzyżowanie Dobrego Łotra to nie tylko scena dramatycznego końca życia przestępcy, ale najkrótsza i najczystsza Ewangelia nadziei, wyryta gwoździami na krzyżu. W tej jednej chwili, między skruchą skazańca a szeptem jego prośby: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”, spełniają się słowa św. Pawła: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk” (Flp 1,21). Dobry Łotr ogłasza swoim życiem i śmiercią, że prawdziwe życie to Chrystus, a „umrzeć to zysk”, ponieważ zawierzył całą swoją przeszłość i przyszłość Zbawicielowi, który umiera razem z nim i za niego, a obiecuje coś, czego nikt inny nie może dać: wejście do raju już dzisiaj.
W osobie Dobrego Łotra jaśnieje tajemnica łaski, która przewyższa ludzkie rachuby. Choć nie przeszedł on żadnych rekolekcji, nie podjął pokuty ani nie prowadził życia cnotliwego, to jednak w godzinie największego upokorzenia miał odwagę, by spojrzeć na Ukrzyżowanego z ufnością dziecka i ze skruszonym sercem wyszeptać: „Jezu, wspomnij na mnie”. Ta prosta modlitwa stała się aktem całkowitego zawierzenia, który otworzył przed nim bramy Królestwa niebieskiego. Krzyż, na którym zawisł u boku Zbawiciela, stał się dla niego miejscem mistycznego współukrzyżowania – tam umarł „stary człowiek”, a narodził się nowy, zjednoczony z Chrystusem w Jego męce i chwale. W tej dramatycznej godzinie wypełniły się słowa Apostoła Narodów: „Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,19-20).
Postać św. Dyzmy jest dla nas niezwykłym znakiem nadziei, który przypomina, że nawet ostatni moment życia może stać się początkiem wieczności; że nie zbawiają nas nasze pobożne praktyki, lecz łaska przyjęta z wiarą; że śmierć przeżywana z Chrystusem, nie jest końcem, lecz Paschą, czyli przejściem z tego świata do Ojca. Ukrzyżowany Łotr daje nam do zrozumienia, że nigdy nie jest za późno, by zawierzyć siebie miłosiernemu Bogu. Wystarczy, by serce, choćby poranione i pełne grzechów, zdobyło się na szczere wołanie: „Jezu, wspomnij…”.
Dobry Łotr ukazuje w sposób przejmująco prosty i głęboki, że droga do zbawienia rozpoczyna się od szczerej świadomości własnego grzechu. Bez uznania prawdy o własnej słabości, bez odrzucenia iluzji samowystarczalności, człowiek pozostaje zamknięty na łaskę. Dopiero gdy w świetle krzyża odważymy się spojrzeć na własne życie bez fałszu i obronnych masek, rodzi się w nas prawdziwa pokuta – żal nie z powodu utraty własnej wartości w oczach innych, ale z powodu rany zadanej miłości Boga. Pokuta ta nie zatrzymuje się na poczuciu winy, lecz otwiera serce na Boże miłosierdzie, które przewyższa wszelką winę. W akcie prostego i szczerego zwrócenia się do Jezusa: „Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Królestwa”, Dobry Łotr wyznaje swoją nadzieję nie we własne zasługi, lecz w zbawcze dzieło Chrystusa. W ten sposób ukazuje on, że koniecznym warunkiem życia wiecznego jest nie tylko odrzucenie grzechu, ale przede wszystkim przyjęcie Osoby Jezusa Chrystusa, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie otwiera dla nas bramy swego Królestwa. To nie nasze czyny, choć są ważne, lecz Jego miłość i łaska stanowią fundament nowego życia[4].
„Duchowość Dobrego Łotra przypomina nam, że jesteśmy zdolni do wszelkiej podłości i każdej zbrodni, uczy zajmować miejsce ostatniego z grzeszników i otwierać się całą istotą na łaskę Bożą, która daje świętość. Dobry Łotr powtarza nam, że powinniśmy stawać przed Bogiem jak ktoś najbardziej ubogi, kto nie ma Mu nic do dania, kto może jedynie przyjmować. Dobry Łotr pokazuje nam najczystszy z możliwych ewangeliczny wzór chrześcijańskiego zbawienia. Jakimż afrontem dla naszej samowystarczalności i naszej pychy jest myśl, że najbiedniejsza, najbardziej odrzucona istota czy nawet strzęp człowieka może stać się świętym, o ile otworzy się całkowicie, jak doskonała próżnia, na działanie odkupieńczej łaski! Dobry Łotr, ten ewangeliczny wzór, ofiaruje każdemu mężczyźnie i każdej kobiecie przesłanie nadziei i prosty sposób na zostanie świętym: przyswoić sobie, przez wiarę, nadzieję i miłość, nieskończone zasługi Jezusa, Jego życia, śmierci i zmartwychwstania; uznać, że święte rany Jezusa i Jego drogocenna krew są jedynymi drzwiami do nieba, zawsze otwartymi dla wszystkich biedaków, którzy pokornie uznają, że nie mają nic do zaoferowania, czym mogliby zapłacić za wejście” (A. Daigneault).
Pytania do osobistej refleksji:
Czy potrafię uczciwie spojrzeć na swoje życie i uznać swoje winy tak, jak zrobił to Dobry Łotr? Jakie postawy lub grzechy próbuję usprawiedliwiać, zamiast je oddać Bogu? Czy mam odwagę mówić do Jezusa po imieniu – z serca, jak do kogoś bliskiego? Czy w chwilach ciemności i cierpienia szukam bliskości Boga? Czy proszę Boga, by pamiętał o mnie nie według moich win, ale według Jego miłosierdzia? Jakie wspomnienia mojego życia powierzam Jezusowi, by je odkupił? Czy potrafię dostrzec świętość Jezusa nawet wtedy, gdy inni szydzą z Niego? Czy uznaję, że to nie Jezus, lecz ja zasługuję na krzyż – i czy umiem przyjąć Jego niewinność jako dar dla mnie? Czy wierzę, że Jezus króluje nawet wtedy, gdy wszystko wygląda na porażkę?
Modlitwa na zakończenie
O, Święty Dobry Łotrze, Ty, który jako jedyny ze wszystkich wielkich świętych pokutników zostałeś kanonizowany przez samego Chrystusa; który otrzymałeś zapewnienie, że znajdziesz się z Jezusem w niebie w dniu swojej śmierci, dzięki szczerej spowiedzi przed Nim na sądzie na Kalwarii i dzięki twojej prawdziwej skrusze, gdy byłeś rozciągnięty na krzyż u Jego boku jak w otwartym konfesjonale; Ty, który jednym aktem skruchy i miłości otworzyłeś Serce Jezusa dla miłosierdzia i przebaczenia, zanim zrobił to centurion swoją włócznią; Ty, którego głowa była bliżej głowy Jezusa w Jego ostatecznej agonii, ofiarując Mu słowa pocieszenia, bliżej nawet niż głowa ukochanej Matki, Dziewicy Maryi; Ty, który potrafiłeś tak dobrze się modlić – naucz nas słów, jakimi powinniśmy prosić Jezusa o przebaczenie i łaskę wytrwania. Ty, Dobry Łotrze, który teraz jesteś tak blisko Niego w niebie, jak blisko byłeś w Jego ostatnich chwilach tu na ziemi, módl się za mną, bym nie opuścił Go nigdy, a u kresu życia mógł usłyszeć słowa, które kiedyś skierował do Ciebie: „Dziś ze Mną będziesz w raju”[5].
[1] Kaplica w Zakładzie Karnym w Siedlcach ma szczególnego patrona – świętego Dobrego Łotra. Często przypominam osadzonym, że patrząc na wielkich świętych Kościoła – św. Faustynę, św. Franciszka, św. Maksymiliana, św. Ojca Pio – można poczuć się małym i zawstydzonym ich radykalizmem życia Ewangelią. Jakby świętość była czymś bardzo dalekim, wręcz nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Gdy jednak przypominamy sobie o naszym Patronie, który ma na sumieniu wiele ciężkich grzechów, a świętym został w ostatnich chwilach życia, to jest dla nas wszystkich nadzieja, że znajdziemy się w społeczności świętych. Dobry Łotr pokazuje, że świętość nie jest nagrodą za pobożne życie. Jest odpowiedzią Boga na skruszone serce grzesznika. Dlatego jego obecność i wstawiennictwo za kratami, w miejscu odosobnienia, jest Dobrą Nowiną o tym, że Bóg nie rezygnuje z człowieka. Nikt nie jest przegrany i potępiony. Każdy ma szansę doświadczyć zbawienia, bo nawet w godzinie śmierci można jeszcze wypowiedzieć słowa, które otwierają niebo.
[2] Akta Piłata, tekst apokryficzny sprzed II wieku, nadały łotrom imiona Dysmas i Gestas. Acta sanctorum Bollandystów mówią o świętym Dyzmie, Dobrym Łotrze i przytaczają słynną legendę, jeszcze z czasów św. Anzelma, opowiadającą o spotkaniu Jezusa z tym bandytą w czasie ucieczki Maryi i Józefa do Egiptu. Znajdujemy tam wierszowaną strofę po łacinie pochodzącą z czasów średniowiecza: «Z różnych powodów trzy ciała zawisły na krzyżu: Dysmas z jednej strony, Gestas z drugiej, pośrodku Bóg Wszechmocny. Dysmas idzie do nieba, Gestas zstępuje do otchłani. Niech Wszechmoc Pańska zachowa nas i nasze dobra! Odmawiaj te wersety, abyś nie stracił przez kradzież tego, co do ciebie należy»” (A. Daigneault).
[3] W Nowym Testamencie grecki termin lēstḗs oznacza brutalnego przestępcę, często związanego z powstaniami przeciw Rzymowi lub bandytyzmem na odludziu. Ten sam termin pojawia się w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,30), gdzie człowiek schodzący z Jerozolimy do Jerycha został napadnięty przez zbójców (gr. lēstaí).
[4] W prezbiterium, nad ołtarzem naszej więziennej kaplicy w Zakładzie Karnym w Siedlcach, znajduje się poruszający obraz Dobrego Łotra, namalowany przez jednego z osadzonych. Przedstawia on dwie dłonie – dłoń Zbawiciela i dłoń Dyzmy – które wyciągają się ku sobie i łączą w akcie głębokiej, przemieniającej komunii. Ich gest przywodzi na myśl słynną scenę ze sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie Bóg Ojciec dotyka ręki Adama. W naszym przypadku jednak jest to nie tylko symbol stworzenia, lecz jeszcze więcej – znak nowego stworzenia, odkupionego człowieka. W tym prostym, a zarazem wymownym geście wyraża się cała istota chrześcijańskiej nadziei: nawet w miejscu odosobnienia, bólu i winy możliwe jest spotkanie z miłosierdziem Boga. Dłoń Jezusa, wyciągnięta do skruszonego łotra, jest dłonią Zbawiciela, który nie odwraca się od grzesznika, lecz wychodzi mu naprzeciw, by przywrócić mu godność dziecka Bożego. Dyzma, symbol człowieka odrzuconego przez świat, zostaje przyjęty w ramiona wieczności – nie ze względu na swoje dobre czyny, lecz dzięki Bożej łasce i odpowiedzi na nią. Ten obraz jest znakiem nadziei i zbawienia możliwego dla każdego, kto z ufnością zwraca się do Chrystusa, nawet gdy jego sumienie obciążają największe grzechy, nawet gdy odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności, może dzięki Bożemu miłosierdziu stać się „wolny w więzieniu”.
[5] Modlitwa ta pochodzi z książki: A. Daigneault, Dobry Łotr, Kraków 2015, s. 67-68.
