Symeon – człowiek prawy i pobożny
Jednym z najpiękniejszych obrazów Nowego Testamentu jest spotkanie Symeona z Jezusem w świątyni jerozolimskiej. Symeon jawi się jako człowiek głębokiej wiary, który całe życie oczekiwał spełnienia Bożej obietnicy. Jest przedstawiony jako „sprawiedliwy” i „pobożny” (Łk 2,25), co wskazuje na jego cnotliwe życie zgodne z Bożymi przykazaniami[1]. Czekał na „pocieszenie Izraela”, co jest nawiązaniem do mesjańskich obietnic (Iz 40,1; 49,13). Jego otwartość na działanie Ducha Świętego sugeruje, że działa jako prorok.
Historycznie rzecz ujmując, życie Symeona „przypadło na okres, gdy jego naród znajdował się pod okupacją rzymską. Za panowania Heroda Wielkiego (który został mianowany królem Judei decyzją senatu rzymskiego, a potem władał dzięki łasce Antoniusza bądź Oktawiana Augusta) były jeszcze pozory suwerenności. Później sytuacja polityczna Izraela stała się ogromnie upokarzająca. Władzę sprawował rzymski urzędnik, który oczywiście nie gardził sowitymi łapówkami, a wszelki opór tłumił bezlitośnie. Pax Romana przynosiła co prawda czasem wiele dobrodziejstw dla podbitych ludów, ale Żydzi mieli wysokie poczucie własnej godności jako członkowie narodu wybranego przez Boga. Większość Żydów nie akceptowała okupacji rzymskiej i chcieli się od niej uwolnić. Saduceusze, do których należała kasta kapłańska, gotowi byli do różnych form kompromisu i czekali na lepsze czasy, a ich konformizm graniczył z kolaboracją. Faryzeusze czekali na przyjście Mesjasza, który przywróci Izraelowi niepodległość i koncentrowali się na ratowaniu religijnej substancji narodu, czyli jego narodowej tożsamości. Najbardziej radykalne rozwiązania proponowało stronnictwo zelotów, którego członkowie uważali, że niewolę rzymską należy usunąć przemocą, wywołaniem zbrojnego powstania. Oczywiście zeloci wiedzieli, że wyzwanie rzucone imperium rzymskiemu jest bez jakichkolwiek szans na powodzenie, więc także czekali na Mesjasza, którego ześle Bóg, aby rozgromił legiony rzymskie mocą Bożą” (R. Zając).
Pod względem duchowym Symeon stanowi pomost między prorocką tradycją Starego Testamentu a Nowym Przymierzem, gdyż jego postawa odzwierciedla zarówno eschatologiczną nadzieję Izraela, jak i nową perspektywę zbawienia otwartego na wszystkie narody. W Symeonie prawo i prorocy znajdują swoje ukoronowanie. Jego słowa o Jezusie jako „Światłości na oświecenie pogan” (Łk 2,32) ukazują zbawcze dzieło Chrystusa w perspektywie, która wychodzi poza oczekiwania mesjanistyczne ograniczone do samego Izraela. Symeon, choć stoi jeszcze na progu Starego Przymierza, już widzi chwałę Nowego. Jego spojrzenie jest przeniknięte światłem, które nie gaśnie, lecz rozświetla nadchodzącą epokę łaski i zbawienia. W ten sposób jako ostatni świadek oczekiwania i pierwszy świadek spełnienia Symeon staje się figurą Kościoła – wspólnoty, która przechowuje pamięć Bożych obietnic, rozpoznaje Chrystusa i w Nim odnajduje swoją przyszłość. Symeon otrzymał niezwykłe objawienie, że nie umrze, dopóki nie ujrzy Mesjasza[2]. Ale kiedy ta obietnica została mu dana? Czy był wtedy młodym człowiekiem, pełnym zapału i nadziei? A może przyszła później, rozpaliwszy na nowo serce już ukształtowane przez lata tęsknoty za Mesjaszem?
Życie w oczekiwaniu i posłuszeństwie Duchowi Świętemu
W Ewangelii według św. Łukasza czytamy: „A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego” (Łk 2,25-26). Nie znamy dokładnego wieku Symeona, ale możemy przypuszczać, że był już posunięty w latach, skoro Ewangelia podkreśla jego długie oczekiwanie na spełnienie obietnicy. Jego życie koncentrowało się wokół dwóch wartości: sprawiedliwości i pobożności, które uczyniły go gotowym na spotkanie z Jezusem.
Symeon jest człowiekiem, który „oczekiwał pociechy Izraela” (Łk 2,25). Użyty tu czasownik (prosdechomai) ma znaczenie „przyjmować”, „oczekiwać”, „wyczekiwać czegoś z nadzieją”[3]. Symeon nie tylko modlił się o Mesjasza, ale całym sobą Go wyczekiwał, był człowiekiem, w którego sercu obecność Chrystusa była upragniona i już przyjęta na długo przed spotkaniem w świątyni. Jego postawa przypomina, że prawdziwe oczekiwanie na Boga to nie pasywne czekanie, ale żywa nadzieja, czujność i gotowość do przyjęcia Jego działania w odpowiednim czasie.
Imię Symeon pochodzi od hebrajskiego czasownika shama, który oznacza „słuchać”, „usłyszeć”, a także „być posłusznym”. Ma ono głębokie znaczenie duchowe, gdyż nie odnosi się jedynie do fizycznego słyszenia, ale do wewnętrznego przyswajania i życia według usłyszanego słowa. W Piśmie Świętym słuchanie Boga jest jednym z podstawowych wymagań stawianych wierzącym. W Starym Testamencie znajduje się fundamentalne wezwanie: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym!” (Pwt 6,4). To wezwanie (Szema Israel) przypomina, że prawdziwe słuchanie Boga oznacza całkowite podporządkowanie się Jego woli – nie w teorii, lecz w codziennym życiu. „Bóg mówi do każdego człowieka w sposób, który tylko on sam może usłyszeć. Każde prawdziwe słuchanie jest początkiem odpowiedzi” (M. Buber). W Nowym Testamencie Jezus wielokrotnie podkreśla, że błogosławieni są ci, którzy słuchają słowa Bożego i je wypełniają (Łk 11,28). Symeon jest więc postacią, która realizuje biblijną koncepcję słuchania – czeka na spełnienie Bożej obietnicy, pozwala się prowadzić Duchowi Świętemu i w momencie spotkania z Jezusem rozpoznaje Go jako Zbawiciela.
Imię Symeon pojawia się po raz pierwszy w Księdze Rodzaju. Lea, żona Jakuba, rodzi drugiego syna, mówiąc: „Usłyszał Pan, że zostałam odsunięta, i dał mi jeszcze to dziecko; nazwała więc je Symeon” (Rdz 29,33). Symeon jest związany z ideą Bożego słuchania i odpowiedzi na ludzkie wołanie. W przypadku Symeona z Nowego Testamentu jego imię doskonale koresponduje z jego duchową postawą – był człowiekiem, który słuchał Boga i wypełniał Jego wolę. Prawość w biblijnym znaczeniu oznacza życie zgodne z wolą Bożą. Nie chodzi tu jedynie o wypełnianie przepisów Prawa Mojżeszowego, ale o postawę serca, która odzwierciedla Bożą sprawiedliwość. Symeon był człowiekiem, który postępował według Bożych przykazań, był uczciwy w relacjach z ludźmi, kierował się miłością do Boga i bliźnich. Prawość to coś więcej niż tylko przestrzeganie reguł – to wewnętrzna harmonia między sercem człowieka a Bożym zamysłem. W Psalmie 15 czytamy: „Kto będzie przebywał w Twym przybytku, Panie, kto zamieszka na Twojej świętej górze? Ten, który postępuje bez skazy, działa sprawiedliwie, a mówi prawdę w swoim sercu” (Ps 15,1-2). Symeon jest więc obrazem człowieka, który nie tylko znał Boże prawo, ale nim żył.
Pobożność Symeona to coś więcej niż tylko religijność czy wypełnianie praktyk modlitewnych. To głęboka więź z Bogiem, wyrażająca się w wytrwałym oczekiwaniu na Mesjasza. Symeon przez całe życie czekał na spełnienie Bożej obietnicy. Był też otwarty na natchnienia Ducha Świętego, który prowadził go do świątyni w odpowiednim momencie (Łk 2,27). Pobożność to nie tylko modlitwa, ale przede wszystkim życie w Bożej obecności. Symeon jest wzorem człowieka, który bezgranicznie ufał Bogu i żył tą wiarą na co dzień.
Spotkanie z Jezusem – spełnienie obietnicy
Gdy Symeon bierze Dzieciątko Jezus na ręce, doświadcza spełnienia Bożej obietnicy, a jego serce wypełnia radość. Użyty tutaj grecki czasownik (edeksato) oznacza „przyjmować”, „witać”, „akceptować” (Łk 2,28). Starzec nie tylko wziął Jezusa na ręce, ale przyjął Go z otwartym sercem jako spełnienie obietnicy Bożej. Jest to postawa akceptacji i gotowości na to, co Bóg daje. Można powiedzieć, że Symeon nie tylko przyjął Jezusa na ręce, ale pozwolił, by to On go wprowadził do swego Królestwa. „Teraz jego nadzieja zaczyna się urzeczywistniać, jest maleńka jak dziecko, ale pełna obietnic” (C.M. Martini).
„Symeon staje przed nami jako świadek prawdy objawionej, wyrażonej w sposób narracyjny przez Łukasza: ci, którzy idą, pozwalając się prowadzić Duchowi Świętemu, są zawsze we właściwym miejscu, we właściwym czasie, a zatem są w stanie otrzymać/przyjąć Jezusa. Otrzymując Jezusa, otrzymujemy pocieszenie i radość, tak jak oczekiwał tego Symeon: «czekał na pocieszenie Izraela» (w. 25). To oczekiwanie na pocieszenie jest najważniejszą cechą Symeona. Uosabia on wielką nadzieję, która ożywiała Izraela, oczekiwanie na mesjańskie pocieszenie (por. Iz 40,1; 49,13; 52,9). Z tego powodu, otrzymawszy je w Chrystusie, Symeon śpiewa o radości oczu, które widziały, a teraz mogą się zamknąć […]. Oczy Symeona widzą w Jezusie światło, które ma zajaśnieć przed obliczem pogan. Symeon, zaawansowany wiekiem «człowiek dotknięty przez Boga», zaświadcza, że «dzięki oświeconej i żywej wierze» manifestuje się obecność Boga w historii” (K. Bieliński).
Symeon nie tylko rozpoznaje Mesjasza, ale też prorokuje o przyszłości Jezusa i Maryi. Jego słowa, które wypowiedział, to jedno z najpiękniejszych proroctw w Nowym Testamencie: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie” (Łk 2,29-30). Symeon, widząc Dzieciątko Jezus, rozpoznał w Nim Zbawiciela, którego wyczekiwał przez całe życie. Jego modlitwa uwielbienia wyraża głęboką radość i zrozumienie tego, co Bóg uczynił.
„W opowiadaniu o Symeonie zwraca się uwagę na jego oczy i ramiona: jego stare oczy wciąż jeszcze są zdolne wyrażać zdumienie kogoś, kto patrząc, widzi w innym od siebie nie rywala, nie zagrożenie, nie kogoś, kto zajmuje jego miejsce i odbiera mu przestrzeń i swobodę, i nie wroga, ale sakrament zbawienia. My jesteśmy zbawieni w innych, poprzez innych, dzięki innym. Często inni są dla nas powodem skargi i zmęczenia, i frustracji, ale prawdą jest, że zbawienie przychodzi do nas poprzez innych. My widzimy zbawienie dzięki innym. Stare spojrzenie Symeona nie jest podejrzliwe, nieufne, lękliwe – jest czułe. On potrafił rozwinąć w sobie dar czułości, jakże cenny i rzadki. Przede wszystkim u mężczyzn. I to przejawia się również w owym uścisku, prawie matczynym, którym wita dziecko, niemal je kołysząc, pełen ciepła. Ciało Symeona nie jest sztywne, zamknięte, odpychające, przeciwnie: jest pełne światła, ciepłe, gościnne. Kiedy próbujemy wyobrazić sobie Symeona, przychodzi na myśl postać kalógheros z tradycji wschodniej, «piękny» starzec, wyrzeźbiony i ukształtowany przez życie w posłuszeństwie i wierze. Ciało, które jest Ewangelią, które jest narracją ewangeliczną. To nie jest ewangelizator, to człowiek, który stał się Ewangelią. Trochę jak Franciszek z Asyżu, o którym mówi się, że był non tamquam orans, sed oratio factus («nie jak ktoś, kto się modli, lecz jak ktoś, kto sam jest modlitwą»)” (L. Manicardi).
Symeon to człowiek oczekiwania, ale nie wypełnionego goryczą czy rozczarowaniem. Nie jest zgorzkniałym starcem, który skarży się Bogu na upływający czas i niespełnione obietnice. Przeciwnie – trwa w postawie nadziei, otwartości i gotowości. Jego serce pozostaje świeże, pełne ufności i oczekujące na pociechę Izraela, którą jest zapowiedziany Mesjasz.
Symeon jest też człowiekiem całkowicie poddanym działaniu Ducha Świętego – to On go ożywia, oświeca i napełnia niezłomną nadzieją, utwierdzając w obietnicy oglądania Zbawiciela. Należy do grona anawim, ubogich Jahwe, tych, którzy w cichości i pokorze powierzają swoje życie Bogu, nie szukając oparcia w sobie, lecz w Jego nieskończonej wierności. Symeon przyjmuje swój los z pełnym zawierzeniem, odczytując w nim tajemniczy zamysł Bożej Opatrzności – bez buntu, bez rozgoryczenia, w duchu synowskiej ufności. Jego siłą jest wiara, która staje się światłem prowadzącym go ku spotkaniu z Mesjaszem.
Hymn Symeona – Nunc dimittis
Dziecię Jezus osiągnęło czterdziesty dzień życia. Zgodnie z Prawem Mojżeszowym Jego Matka miała poddać się obrzędowi oczyszczenia, a On – jako pierworodny syn – miał zostać wykupiony. Wydarzenie to ukazuje całkowite posłuszeństwo Maryi i Józefa wobec obowiązujących w narodzie wybranym przepisów. To dlatego Matka Jezusa, mimo że anioł nazwał Ją „pełną łaski” (Łk 1,28), przeszła rytualny obrzęd oczyszczenia. Miał on miejsce w świątyni jerozolimskiej, przy bramie Nikanora, znanej również jako Brama Piękna, znajdującej się po wschodniej stronie dziedzińca kobiet. Kapłan dokonał pokropienia Jej krwią ofiarowanych zwierząt lub wodą i udzielił błogosławieństwa.
Prawo nakazywało: „Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta […]. Ósmego dnia chłopiec zostanie obrzezany. Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia […]. Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. W ten sposób będzie ona oczyszczona od upływu krwi. To jest prawo dotyczące tej, która urodziła syna lub córkę. Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią i będzie oczyszczona” (Kpł 12,2-8).
Tak właśnie uczynili Maryja i Józef, składając ofiarę ubogich i wypełniając prawo. Matka Boża została oczyszczona zgodnie z tradycją Izraela. O tym jednak Ewangelia nie wspomina – podobnie jak o wykupie Pierworodnego. Zgodnie z Prawem ojciec powinien złożyć kapłanowi okup w wysokości pięciu syklów, gdyż nakaz brzmiał: „Każde pierworodne dziecię płci męskiej będzie poświęcone Panu” (Wj 13,2; Łk 2,23). Milczenie Ewangelisty zarówno o oczyszczeniu Maryi, jak i o wykupie Syna nie jest przypadkowe – podkreśla ono głęboką wymowę tego wydarzenia. Jego znaczenie wyraził Symeon w swoim kantyku, wskazując na spełnienie wszystkich proroctw danych narodowi wybranemu oraz jemu samemu. Skoro wszystko dokonało się w świątyni jerozolimskiej, gdzie Maryja i Józef przynieśli Dziecię, „aby Je przedstawić Panu” (Łk 2,22), to akt ten niósł w sobie także wymiar ofiarowania Dziecka. Oznacza to, że „Bóg naprawdę jest obecny pośród swojego ludu: nie dlatego, że mieszka w czterech ścianach, ale dlatego, że żyje jak człowiek pośród ludzi. I to jest nowość Jezusa. W starości Symeona i Anny wydarza się rzecz nowa, która zmienia dzieje świata” (papież Franciszek).
Kantyk Symeona jest wypowiedziany przez sprawiedliwego i pobożnego człowieka, który dzięki Duchowi Świętemu ujrzał Mesjasza przed swoją śmiercią. Podkreśla on uniwersalizm zbawienia – Jezus jest światłem nie tylko dla Izraela, ale i dla pogan. Jest to zapowiedź posłania Ewangelii na cały świat. Symeon widzi w Dzieciątku Jezus spełnienie obietnic prorockich, co prowadzi go do spokojnego odejścia.
„Symeon jest nosicielem starożytnej nadziei, a Duch Pański przemawia do jego serca: dlatego może oglądać Tego, którego wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć – Chrystusa, Światłość oświecającą narody. W tym Dziecięciu rozpoznaje Zbawiciela, ale przeczuwa w duchu, że wokół Niego decydować się będą losy ludzkości i że będzie musiał wiele wycierpieć ze strony tych, którzy Go odrzucą. Ogłasza Jego tożsamość i mesjańską misję słowami tworzącymi jeden z hymnów rodzącego się Kościoła, w którym wyraża się cała wspólnotowa i eschatologiczna radość z dopełnionego oczekiwania na zbawienie. Entuzjazm jest tak wielki, że żyć i umierać znaczy to samo, a «światło» i «chwała» objawiają się powszechnie” (Benedykt XVI).
Z ust Symeona najpierw płyną słowa wdzięczności. Jest to modlitwa człowieka, który rozpoznał, iż kres jego ziemskiej pielgrzymki spleciony został z oglądaniem obiecanego Zbawiciela. W duchu starotestamentalnym kantyk Symeona stanowi uroczyste podsumowanie życia postrzeganego jako służba Bogu. Nieprzypadkowo sam siebie nazywa „sługą” – określeniem, które w języku biblijnym wyraża całkowitą przynależność do Najwyższego.
Jego pieśń pełna jest pokoju, a użyty czasownik „odejść” wskazuje nie tylko na samą śmierć, lecz także na doświadczenie uwolnienia, wyzwolenia – jakby spełniona misja otwierała drzwi do ostatecznego spoczynku w Bogu. Ten pokój nie jest jedynie stanem emocjonalnym, lecz owocem wiernej służby i całkowitego zawierzenia Bożej obietnicy: „według Twego słowa”. Symeon odchodzi z tego świata tak, jak żył – w świetle wiary, w głębokiej ufności wobec Stwórcy, przekonany, że Ten, który dał obietnicę, jest wierny i nigdy nie opuszcza swoich sług.
Tę wierność podkreśla słowo, którym zwraca się do Boga: „Władca”. To określenie, znane z późniejszych ksiąg Starego Testamentu i literatury judaistycznej, nie jest jedynie wyrazem teologicznej refleksji. Symeon wypowiada je w duchu adoracji, świadomy, że życie każdego człowieka znajduje swój prawdziwy sens jedynie w odniesieniu do Boga – Pana dziejów i Władcy wszechświata.
W tym kluczowym momencie Symeon ogłasza wielką tajemnicę: oto Dziecię, które trzyma w ramionach, jest „Twoim zbawieniem”. Echo tych słów rozbrzmiewało już w nocy betlejemskiej, gdy anioł zwiastował pasterzom: „Narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2,11). Owa prawda, tak mocno wyrażona w Pieśni Zachariasza o „mocy zbawczej” (Łk 1,69) – tutaj osiąga swoją pełnię. Jezus jest Zbawicielem, nie tylko w sensie Jego Boskiej natury, ale przede wszystkim przez misję, którą ma wypełnić dla całej ludzkości. To w Nim obietnice Starego Przymierza osiągają swą pełnię, a Symeon jako wierny sługa jest pierwszym, który przy pomocy Bożej łaski rozpoznaje w małym Dziecięciu wypełnienie Bożego planu zbawienia.
Kantyk Symeona to pieśń pełna spełnienia, ukazująca i interpretująca wydarzenia, które miały miejsce w jerozolimskiej świątyni, czterdzieści dni po narodzinach Pana Jezusa. Choć nie było to wymagane przez Prawo, aby nowo narodzony chłopiec trafił do świątyni, Maryja i Józef przynieśli tam swojego Syna. Ewangelista, przekazując tę informację, chce podkreślić, że Jezus przybywa jako Pierworodny, szczególny dar należący do Boga, poświęcony Mu i pełniący kapłańską rolę w Jego domu. Nie towarzyszą Mu lewici, jak miało to miejsce w przypadku innych pierworodnych, lecz On sam staje się kapłanem, który wypełnia tę funkcję. Stare kapłaństwo, które miało swoje miejsce w przeszłości, zmierza do spełnienia w Jego kapłaństwie, które On teraz zaczyna realizować.
„Jezus wkracza do starożytnej świątyni; On, który jest nową Świątynią Boga: przychodzi nawiedzić swój lud, doprowadzając do wypełnienia Prawa i inaugurując ostateczne czasy zbawienia. Jest rzeczą interesującą zaobserwować z bliska to wejście Dzieciątka Jezus w uroczystym dniu do świątyni, w wielkim zgiełku tak wielu osób, zajętych swoimi sprawami: kapłanów, lewitów z ich kolejami posługi, licznie zebranych pobożnych wiernych i pielgrzymów, pragnących spotkać się z Bogiem, świętym Izraela. Nikt z nich jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Jezus jest dzieckiem jak wiele innych dzieci, pierworodnym synem dwojga bardzo zwyczajnych rodziców. Także kapłani okazują się niezdolni odczytania znaków nowej i zupełnie szczególnej obecności Mesjasza i Zbawiciela. Tylko dwoje staruszków, Symeon i Anna, odkrywa wielką nowość. Przywiedzeni przez Ducha Świętego, odnajdują w tym Dziecięciu spełnienie ich długiego oczekiwania i czuwania. Oboje kontemplują Boskie światło, które przychodzi, by oświecić świat, a ich profetyczne spojrzenie otwiera się na przyszłość jako zwiastowanie Mesjasza: «Lumen ad revelationem gentium!» (Łk 2,32). W profetycznej postawie obojga starców zawarte jest całe Stare Przymierze, które wyraża radość z powodu spotkania z Odkupicielem. Ujrzawszy Dziecię, Symeon i Anna czują, że to właśnie ono jest tym Oczekiwanym” (Benedykt XVI).
Pieśń Symeona stanowi zarówno szczyt radości, której dostąpił on w świątyni jerozolimskiej, jak i ukoronowanie całego jego życia. Jej miejsce w Liturgii Godzin, na zakończenie dnia, podczas Komplety, ma głęboką wymowę duchową. Noc, która zapada nad światem, nie jest jedynie czasem fizycznych ciemności – może także symbolizować wewnętrzną niepewność, bliskość śmierci i tajemnicę przejścia ku wieczności. Kompleta, jako ostatnia modlitwa dnia, zamyka codzienny rytm modlitwy Kościoła, a Kantyk Symeona zajmuje w niej szczególne miejsce. Jego słowa są bowiem wyrazem doskonałej ufności, która rodzi się ze świadomości wypełnienia Bożych obietnic. Wypowiadane u progu nocy, uczą powierzania swojego życia w ręce Boga, który nie zawodzi i prowadzi człowieka ku pełni światłości. Obecność tej modlitwy w liturgii Kościoła przypomina nam, że każdy dzień, każda noc i wreszcie całe nasze życie należą do Boga. On, wierny swemu słowu, jest Tym, który prowadzi nas przez mrok ku światłu, aż do ostatecznego spełnienia w Jego chwale.
Proroctwo Symeona o Jezusie i Maryi
Symeon nie tylko rozpoznał w Jezusie Mesjasza, ale także wypowiedział proroctwo na temat Jego misji. Jezus będzie „światłem na oświecenie pogan” oraz „znakiem, któremu będą się sprzeciwiać” (Łk 2,32-34). Zapowiedział również cierpienie Maryi, której serce miało zostać przebite mieczem boleści.
Jezus – znak sprzeciwu. To nie tylko słowa, ale rzeczywistość, którą wciąż przeżywamy. Przyjście Jezusa na świat od początku budzi opór. Już Herod chciał Go zgładzić jako niemowlę, faryzeusze i uczeni w Piśmie knuli przeciwko Niemu spisek, tłumy wołały: „Ukrzyżuj Go!”. Jezus mówił prawdę i czynił dobro, a mimo to był odrzucany. Jezus nadal jest znakiem sprzeciwu wobec świata, który chce żyć bez Boga. Gdy głosi się prawdę o życiu, o rodzinie, o moralności – pojawia się sprzeciw. Ludzie wolą iść szeroką drogą, a Jezus mówi: „Wchodźcie przez ciasną bramę” (Mt 7,13). Nie tylko świat sprzeciwia się Jezusowi. My sami często jesteśmy Jego przeciwnikami. Pomyśl o bogatym młodzieńcu. Przyszedł do Jezusa z entuzjazmem, ale gdy usłyszał: „Sprzedaj wszystko, co masz”, odszedł zasmucony. Przestraszył się, sprzeciwił się Jezusowi. A my? Czy naprawdę chcemy, by Jezus panował w naszym życiu? Czy nie sprzeciwiamy się Jemu, gdy wzywa nas do przebaczenia? Gdy mówi: „Nie możesz żyć w grzechu”? Gdy prosi, byśmy podjęli codzienny krzyż i szli za Nim?
Symeon zapowiada, że Jezus będzie nie tylko znakiem sprzeciwu, lecz także znakiem upadku i powstania wielu. Chrystus nie pragnie naszego upadku – Jego wolą jest, abyśmy powstali. Sprzeciw wobec Niego prowadzi do śmierci, natomiast posłuszeństwo Jego słowu otwiera drogę do życia. Jezus do końca świata pozostaje znakiem sprzeciwu, wobec którego nie sposób pozostać obojętnym. A my stajemy codziennie przed wyborem: żyć w świecie, który odrzuca Zbawiciela, czy stanąć po Jego stronie – nawet za cenę trudu i ofiary. Jednak tylko w Chrystusie jest prawdziwe życie, a Jego krzyż, choć stanowi zgorszenie dla świata, jest bramą do chwały.
Symeon zapowiada też cierpienie Maryi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2,34-35). „Upadek” (ptosis) i „powstanie” (anastasis) wyrażają podział, który Jezus wprowadzi swoją obecnością. Ptosis oznacza upadek w sensie duchowego odrzucenia, odpadnięcia od Boga – jak faryzeusze, którzy zamkną serca przed Mesjaszem. Anastasis, dosłownie „zmartwychwstanie”, wskazuje na tych, którzy w Chrystusie odnajdą prawdziwe życie. To podział eschatologiczny: każdy człowiek musi wybrać, czy Zbawiciel stanie się dla niego kamieniem węgielnym czy kamieniem obrazy (por. Iz 8,14; Ps 118,22). Jezus jest znakiem od Boga, ale nie takim, jakiego oczekiwano. On staje się Mesjaszem cierpiącym i pokornym, a nie triumfującym władcą. Jego misja nie polega na ziemskim panowaniu, lecz na przyjęciu krzyża, który dla wielu staje się znakiem zgorszenia (1 Kor 1,23). Jezus nie pozwala pozostać neutralnym i obojętnym wobec daru zbawienia jaki przynosi. Jedni przyjmą Go jako Pana i Zbawiciela, inni odrzucą, krzyżując Go – a ten sprzeciw nie skończy się na Kalwarii, lecz będzie trwał przez całą historię.
Miecz, który przeniknie duszę Maryi zapowiada jej cierpienia. Greckie słowo romphaia oznacza wielki miecz bojowy, ciężką broń sieczną. Jest to profetyczna zapowiedź jej uczestnictwa w męce Chrystusa. Maryja od pierwszego fiat w zwiastowaniu zgadza się na tajemniczy Boży plan. „Wraz z Synem przejdzie drogę krzyżową i wraz z Nim będzie przeżywać kryzys, opuszczenie, wzgardę i śmierć, stojąc w bolesnej kontemplacji pod krzyżem (J 19,25-27). Miecz, który przeszyje Jej duszę, oznacza również trudny dla Maryi proces wyobcowania od swego Syna. Oznacza posłuszeństwo Bogu do końca i przekraczanie naturalnych biologicznych więzi rodzinnych. Maryja fizycznie utraci Jezusa, ale odzyska Go na nowo żyjącego w Kościele. Tracąc, odzyska Go w wierze” (S. Biel).
Słowa Symeona kończą się zdaniem: „Aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Chrystus jest jak światło, które odsłania prawdę o człowieku. W Jego obliczu nikt nie pozostanie ukryty. To w Nim człowiek musi dokonać ostatecznego wyboru: za czy przeciw Bogu. Proroctwo Symeona objawia mesjańskie napięcie: Jezus przynosi zbawienie, ale w sposób paradoksalny – poprzez sprzeciw, podział, cierpienie i krzyż. Jego przyjście nie oznacza powszechnej akceptacji, lecz konieczność wyboru, który ujawnia prawdziwe pragnienia i zamiary serc ludzi. To, co dla jednych stanie się powstaniem do nowego życia, dla innych będzie upadkiem. Czy Symeon, wypowiadając te słowa, czuł ciężar tej tajemnicy? Być może jego stare oczy, które ujrzały Zbawiciela, dostrzegały także cień krzyża, który rósł nad Dzieciątkiem trzymanym w jego ramionach. Ojcowie Kościoła widzą w słowach Symeona głęboką tajemnicę Chrystusa jako znaku sprzeciwu, który odsłania serca ludzi, oraz Maryi jako Tej, która współuczestniczy w Jego zbawczej misji. Święty Ambroży uczy, że „miecz boleści” to próba wiary, której Maryja musiała doświadczyć. Widziała Jezusa na krzyżu i mogła – jak inni – zwątpić, czy On naprawdę jest Mesjaszem. Jeśli Maryja cierpiała, patrząc na śmierć Syna, to nie dlatego, że wątpiła w Jego boskość, ale dlatego, że patrzyła na dramat wcielenia w jego najtrudniejszym momencie. Święty Efrem zauważa, że Jezus jest dla ludzi jak lekarstwo, które dla niektórych staje się trucizną – jeśli nie chcą się nawrócić. „On jest lekarstwem dla tych, którzy pragną życia, lecz dla tych, którzy Go odrzucają, staje się przyczyną ich własnego upadku”. Jezus działa jak promień słońca: jednym daje życie i wzrost (jak światło dla roślin), dla innych – obnaża ich grzech i zatwardziałość serca. Święty Augustyn widzi w słowach Symeona nieunikniony konflikt między Chrystusem a światem: „Zbawienie nie przychodzi przez zgodę ze światem, lecz przez jego konfrontację z prawdą”.
Symeon, starzec sprawiedliwy i pobożny, w chwili spotkania z Dzieciątkiem Jezus dostępuje łaski proroczego wglądu w tajemnicę Jego misji. Pod natchnieniem Ducha Świętego wypowiada słowa, które w swej prostocie kryją niezmierzoną głębię: oto Ten, którego Bóg posłał, stanie się punktem odniesienia dla całej ludzkości – światłem, które rozjaśnia drogi sprawiedliwych, ale zarazem znakiem, wobec którego objawi się tajemnica ludzkich serc.
„Spotkanie z Chrystusem jest zawsze jednoznaczne. Każe nam się opowiedzieć «za» lub «przeciw». Wielu ludzi unika tej konfrontacji i dokonania wyboru. Chce przemknąć się, nie napotykając się na Chrystusa albo nie dopuszczając do tego, by o Nim rozmawiać […]. Trudno wobec Chrystusa znaleźć obojętne stanowisko. Z tą samą przepowiednią musi się liczyć każdy człowiek, który głosi Jezusa, który wierzy, który się do Niego przyznaje. Przyznawanie się do Chrystusa pociąga za sobą konsekwencje. To jest jak najlepszy sposób na to, żeby utracić przyjaciół, zasłużyć na ironię, wyśmianie czy wykluczenie z salonu […]. Chrystus to nie pluszowy katolicyzm. Taka przyjemna religijność, gdzie człowiek spotka się po godzinach, żeby poprawić swoje samopoczucie, albo zastosuje religię jako rodzaj antystresowej autoterapii. Chodzi o pewną opcję życiową, która domaga się zdecydowanych decyzji. Chrystus, który nie domagałby się codziennego nawrócenia, jest wymysłem” (R. Skrzypczak).
Jezus Chrystus, sam będąc Prawdą, niejako zmusza każdego człowieka do opowiedzenia się wobec Niego: jedni odnajdą w Nim fundament swej nadziei i powstaną do nowego życia, inni zaś, w swej zatwardziałości, doznają upadku, ponieważ odrzucenie Mesjasza jest ostatecznym wyborem odrzucenia Boga. W tej perspektywie Zbawiciel jawi się jako znak, wobec którego nie można przejść obojętnie, a który przez swoją obecność odsłania najgłębsze prawdy o człowieku. Nie można więc „sprowadzać wiary do cukru osładzającego życie. Jezus jest znakiem sprzeciwu. Przyszedł, aby przynieść światło tam, gdzie panuje ciemność, wydobyć ciemność na światło dzienne i zmusić ją do poddania się. Dlatego ciemności zawsze walczą przeciwko Niemu. Ten, kto przyjmuje Chrystusa i otwiera się na Niego, odżywa; kto odrzuca Go, zamyka się w ciemnościach i niszczy samego siebie. Jezus powiedział swoim uczniom, że nie przyszedł przynieść pokoju, lecz miecz (por. Mt 10,34): istotnie Jego Słowo, jak miecz obosieczny, wkracza w nasze życie i oddziela światło od ciemności, żądając od nas wyboru. Mówi: «Wybierz». Stając przed Jezusem nie możemy pozostać letnimi, «być trochę tu, trochę tam». Nie, nie można. Przyjąć Go, to znaczy zgodzić się na to, że On wydobędzie na światło dzienne moje sprzeczności, moje bożki, podszepty zła; i że stanie się dla mnie zmartwychwstaniem, Tym, który zawsze mnie podnosi, który bierze mnie za rękę i sprawia, że zaczynam od nowa” (papież Franciszek).
Jezus jest nazwany „znakiem sprzeciwu” (Łk 2,34). Jednak On sam nie sprzeciwia się tajemnicy krzyża, lecz ją przyjmuje. To pokazuje, że prawdziwy sprzeciw wobec zła i grzechu niekoniecznie polega na otwartym konflikcie, lecz na gotowości do przyjęcia cierpienia i ofiary. Zbawiciel nie walczy z przeciwnikami w sposób, jakiego by oczekiwano – nie wywołuje rewolucji, nie odpowiada przemocą na przemoc. Jego „sprzeciw” polega na radykalnej zgodzie na wolę Ojca, nawet jeśli oznacza to własne uniżenie. W ten sposób Jego krzyż staje się nie sprzeciwem wobec ludzi, ale wobec samej logiki świata: zamiast agresji – pokora, zamiast zemsty – przebaczenie, zamiast buntu – oddanie się w ręce Ojca. Jezus przyjmuje tajemnicę krzyża, choć mógłby jej uniknąć. To właśnie jest największym paradoksem Jego sprzeciwu – On „nie sprzeciwia się” i dlatego zwycięża.
Dlaczego więc Jezus budzi aż tak wielki sprzeciw? Bo Jego Ewangelia jest światłem – i właśnie to światło budzi opór u tych, którzy wolą ciemność. On nie walczy z człowiekiem, ale Jego nauka jest jak lustro – kto chce żyć w grzechu, nie chce w nie patrzeć. On nie odpłaca złem za zło, ale to Jego dobroć i prawda wywołują wściekłość tych, którzy nie chcą się zmieniać. Jezus jest znakiem, który dzieli ludzkość, ale sam nie odpowiada sprzeciwem na sprzeciw. Kiedy Go oskarżają, milczy. Kiedy Go biją, nie oddaje. Kiedy Go odrzucają, nadal kocha. To właśnie Jego łagodność jest najbardziej prowokująca. Świat oczekuje walki, a On daje się ukrzyżować. Żołnierze szydzą: „Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!” (Mt 27,40), ale Jezus nie odpowiada. W ten sposób wygrywa nie siłą, lecz miłością. Jezus jest znakiem sprzeciwu także dzisiaj – i my, jako Jego uczniowie, doświadczamy tego samego. Gdy starasz się żyć według Ewangelii, możesz spotkać się z niezrozumieniem. Gdy nie odpłacasz złem za zło, inni mogą uznać cię za słabego. Gdy przebaczasz, gdy kochasz mimo ran, możesz stać się „znakiem sprzeciwu” dla tych, którzy woleliby nienawiść. Ale właśnie w tym jest prawdziwa moc chrześcijaństwa. Jezus pokazał, że największą siłą nie jest przemoc, lecz bezinteresowna i ofiarna miłość, która nie sprzeciwia się złu i dlatego je zwycięża.
Maryja, Matka Słowa Wcielonego, zostaje w tym proroczym orędziu wprowadzona w tajemnicę współcierpienia. Jej serce, całkowicie zjednoczone z sercem Syna, zostanie przeszyte boleścią, gdy w godzinie Krzyża doświadczy pełni tej jedności. Jednak w tym cierpieniu wypełnia się także jej misja: jako nowa Ewa uczestniczy w dziele Odkupienia, ofiarując swój ból na rzecz zbawienia świata.
Słowa Symeona pozostają nie tylko proroctwem odnoszącym się do przeszłości, lecz również żywym wezwaniem dla każdego chrześcijanina. Wobec Jezusa nie sposób pozostać neutralnym – Jego obecność domaga się decyzji, a Jego krzyż wciąż pozostaje kamieniem, o który się rozbija duma ludzkiego serca, ale i fundamentem, na którym może wzrosnąć nowa, odkupiona ludzkość.
Piękne i mądre przeżywanie starości
Starość, postrzegana w świetle Objawienia, jawi się nie jako schyłek życia, lecz jako jego dopełnienie, jako czas, w którym człowiek zostaje wezwany do pełniejszego zjednoczenia z prawdą i miłością Boga. Kościół, odczytując Pismo Święte, ukazuje starość nie jako etap bezużyteczności, lecz jako czas łaski i świadectwa – moment, w którym serce ludzkie może wznieść się ku prawdziwej mądrości.
Postać starca Symeona, którą odnajdujemy w Ewangelii św. Łukasza, stanowi świetlany wzór owego przeżywania starości w perspektywie chrześcijańskiej nadziei. Symeon, „człowiek sprawiedliwy i pobożny”, trwał w oczekiwaniu na spełnienie Bożej obietnicy. Jego starość nie była jedynie czasem wspominania przeszłości, lecz okresem wyczekiwania na pełnię Objawienia. Był on gotowy na spotkanie ze Zbawicielem i w tym oczekiwaniu odnalazł spełnienie swego życia. „Starość, która bierze w ramiona Mesjasza i oparta na trudzie swego życia w wierności Bogu poznaje Go zmysłem wiary: oto ostateczne i jedyne przezwyciężenie naturalnej świadomości, iż entropia, wiek, choroby odzierają nas z wigoru i entuzjazmu, społecznej pozycji opartej na wypełnianiu kulturowych ról” (W. Linke).
Od Symeona możemy się uczyć, że starość winna być czasem modlitewnego czuwania, trwania w obecności Boga i odkrywania Jego woli. Człowiek starszy, niegdyś pełen aktywności zawodowej i zabiegania o sprawy doczesne, zostaje wezwany, by wejść w nowy wymiar istnienia, stając się świadkiem tego, co istotne, trwałe i wieczne. Nie jest to czas biernego wycofania się, lecz czas świadectwa: ukazywania młodemu pokoleniu sensu życia, sensu cierpienia, sensu nadziei zakorzenionej w Chrystusie.
Symeon, trzymając w swych dłoniach Dzieciątko Jezus, wypowiada słowa, które stały się modlitwą Kościoła: „Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju” (Łk 2,29). Oto człowiek, który całe życie dążył ku Bogu, teraz dostrzega w Nim spełnienie wszelkich pragnień. Starość nie jest więc czasem lęku o siebie, lecz czasem dojrzałości serca. Jest to moment, w którym doświadczamy kruchości życia, ale jednocześnie widzimy jego głęboki sens. Symeon uczy nas, że w tym okresie nie chodzi już o gromadzenie dóbr czy zdobywanie pozycji społecznej, lecz o przygotowanie się na ostateczne spotkanie z Bogiem, który jest źródłem wszelkiej radości.
„Starość jest tym stanem, udzielonym wielu z nas, w którym cud «narodzin z wysoka» może być przyswojony wewnętrznie i uwiarygodniony przez wspólnotę ludzką: nie wyraża nostalgii za narodzinami w czasie, ale miłość do ostatecznego celu. W tej perspektywie starość ma wyjątkowe piękno: idziemy ku Wiecznemu Bogu. Nikt nie może ponownie wejść do łona matki, ani też do jego namiastki technologicznej i konsumpcyjnej. Byłoby to smutne, nawet gdyby było możliwe. Starzec idzie naprzód, starzec podąża w stronę celu, w stronę Bożego nieba. Idzie naprzód, wraz z mądrością zdobytą w toku życia. Starość jest więc szczególnym czasem – uwalnia od technokratycznej iluzji przetrwania biologicznego i mechanicznego. Jest wyjątkowa także dlatego, że otwiera się na czułość stwórczego i rodzącego łona Boga […]. Nie zapominajmy, że Duch Boży jest bliskością, współczuciem i kruchością. Bóg taki jest. On wie, jak okazywać czułość. A starość pomaga nam zrozumieć ten wymiar Boga, którym jest kruchość […]. Kiedy myślimy o starości w ten sposób, pytamy: jak to możliwe, że kultura odrzucania decyduje się wyrzucić to, co stare, uznając je za nieprzydatne? Ludzie starsi są posłańcami przyszłości, starzy są posłańcami czułości, są posłańcami mądrości przeżytego życia” (papież Franciszek).
Z historii Symeona możemy wyciągnąć kilka wniosków na temat chrześcijańskiego przeżywania starości:
- Starość jest czasem mądrości. Osoby starsze są wezwane, by dzielić się swoją wiarą, doświadczeniem i świadectwem życia.
- Starość jest czasem spełnienia. Bóg działa w życiu człowieka aż do końca, a Jego obietnice wypełniają się w odpowiednim czasie.
- Starość jest czasem modlitwy i bliskości z Bogiem. Jak Anna i Symeon, ludzie starsi są zaproszeni do życia w duchowej jedności z Panem.
- Starość to czas nadziei. Nie jest końcem, lecz przygotowaniem do ostatecznego spotkania z Bogiem.
Symeon jest pielgrzymem nadziei. Jego prawość pokazuje, że życie zgodne z Bożymi przykazaniami jest drogą do świętości. Jego pobożność uczy nas, że prawdziwa relacja z Bogiem wymaga cierpliwego oczekiwania i otwartości na Ducha Świętego.
Postać Symeona jest wyjątkowym przykładem tego, jak wygląda prawdziwe słuchanie Boga. Jego imię przypomina nam o konieczności nie tylko słyszenia, ale i przyjmowania Bożego słowa do serca. Dzięki swojej prawości i pobożności stał się świadkiem spełnienia Bożej obietnicy i mógł rozpoznać Zbawiciela oraz poddać się mocy Jego Ducha.
Pytania do osobistej refleksji:
Jakie jest moje największe oczekiwanie wobec Boga? Czy jestem cierpliwy w oczekiwaniu na Jego działanie? Symeon wiernie oczekiwał spełnienia Bożej obietnicy. Czy ja potrafię zaufać Bogu nawet wtedy, gdy czas próby się wydłuża? Symeon rozpoznał w Dzieciątku Jezus Zbawiciela. Czy potrafię dostrzegać Jezusa w mojej codzienności? W jaki sposób mogę lepiej przygotować swoje serce na spotkanie z Chrystusem? Symeon dziękował Bogu za spełnienie obietnicy. Czy potrafię dziękować za łaski, które już otrzymałem? Co w moim życiu jest teraz powodem do wdzięczności? Symeon zapowiedział Maryi, że miecz przeniknie Jej duszę. Jak przyjmuję trudne słowa i doświadczenia w moim życiu? Czy jestem gotów przyjąć krzyż jako część Bożego planu? Na ile jestem gotowy na oddanie się Bogu w pełni i bez lęku?
Modlitwa na zakończenie
Panie Boże, Ty dałeś Symeonowi łaskę ujrzenia i rozpoznania Jezusa jako Zbawiciela. Dziękujemy Ci za jego wiarę i cierpliwe oczekiwanie, które stało się dla nas wzorem ufności w Twoje obietnice. Prosimy Cię, Panie, daj nam serca otwarte na Twoje działanie. Naucz nas rozpoznawać Twoją obecność w naszym życiu i z radością przyjmować Jezusa tak, jak uczynił to Symeon. Spraw, abyśmy umieli dzielić się wiarą z innymi i żyli w nadziei na spotkanie z Tobą w wieczności. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
[1] Greckie słowo (dikaios) jest często tłumaczone jako „sprawiedliwy” lub „prawy” i w kontekście biblijnym oznacza osobę, która postępuje zgodnie z Bożym prawem i Jego wolą. W Starym Testamencie termin ten odnosił się do ludzi wiernych Bogu, którzy żyli zgodnie z Jego przykazaniami (np. Abraham – Rdz 15,6). W Nowym Testamencie określa tych, którzy postępują zgodnie z Bożą sprawiedliwością. W ten sposób określony jest np. św. Józef (Mt 1,19), Zachariasz i Elżbieta (Łk 1,6). Symeon był człowiekiem, który nie tylko przestrzegał Prawa Mojżeszowego, ale także żył w zgodzie z Bożym zamysłem. Jego prawość nie była jedynie zewnętrzna, lecz wynikała z głębokiej relacji z Bogiem. Z kolei greckie słowo eulabes – „pobożny, bogobojny” oznacza dosłownie „tego, kto dobrze przyjmuje”, czyli kogoś, kto uważnie i z szacunkiem odnosi się do spraw Bożych. W kontekście Symeona może oznaczać człowieka pełnego bojaźni Bożej, który traktuje Boga z najwyższym szacunkiem. Słowo „eulabes” pojawia się w Nowym Testamencie rzadko – np. w Dz 2,5 odnosi się do „pobożnych Żydów” przebywających w Jerozolimie podczas Pięćdziesiątnicy. W Liście do Hebrajczyków (Hbr 5,7) mówi się, że Jezus modlił się do Ojca „z wielką bojaźnią” (meta eulabeias), co pokazuje, że termin ten oznacza nie tylko pobożność, ale także pokorę wobec Boga. Symeon nie tylko przestrzegał Prawa, ale także żył w głębokiej relacji z Bogiem, pełnej szacunku i duchowej czujności. Był otwarty na działanie Ducha Świętego i potrafił rozpoznać przyjście Mesjasza. Jego pobożność była żywa i aktywna – nie ograniczała się do formalnej religijności, ale prowadziła go do świątyni w odpowiednim momencie. Połączenie terminów dikaios i eulabes wskazuje, że Symeon był człowiekiem pełnym prawości i głębokiej wiary.
[2] Według niektórych apokryfów wczesnochrześcijańskich Symeon miał być jednym z 72 uczonych, którzy tłumaczyli Stary Testament z hebrajskiego na grekę (tzw. Septuaginta). Pracując nad Księgą Izajasza, trafił na fragment: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7,14). Podobno Symeon miał wątpliwości co do słowa „Panna” (hebr. almah), bo wydawało mu się, że bardziej logiczne byłoby napisać „młoda kobieta”. Gdy chciał poprawić tekst, objawił mu się anioł i powiedział, że nie umrze, dopóki nie zobaczy spełnienia tej przepowiedni.
[3] Czasownik prosdechomai w Nowym Testamencie pojawia się w odniesieniu do ludzi oczekujących Królestwa Bożego (Mk 15,43), chrześcijan, którzy z wiarą oczekują powrotu Chrystusa (Tt 2,13) oraz osób przyjmujących obietnice Boże (Hbr 11,35).
